Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Vysselis Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Bagnisko
Autor Wiadomość
Aronia 
Samotnik
Ku jutrzence dnia.



KSIĘŻYCE: Dwadzieścia dwa.
CIECZKA: Czas Potężnej Burzy, Czas Śnieżnych Zamieci.
CIĄŻA: Nie.
RODZINA: Niezałożona.
SYMPATIA: Przewinęło się paru.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Białe futro, złote oczy.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 5
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączyła: 27 Lut 2015
Posty: 212
Wysłany: 2015-03-31, 16:47   Bagnisko
   Multikonta: Jaśmin.
   Serca: Jedno w piersi, drugie upolowane.




Najpewniej jest to jedno z mroczniejszych miejsc w Vysselis. Znajduje się ni mniej ni więcej na obrzeżach wschodnich lagun, będąc zlewiskiem po licznych deszczach i zbiornikiem wyjątkowo brudnej wody, która nie nadaje się ani do kąpieli, ani do picia. Prócz ciemnej cieczy występują tutaj niezliczone pokłady borowiny, natrętnie przylepiającej się do kończyn. Wszędzie unosi się zapach stęchlizny tudzież rozkładanego ciała. Woń ta zemdli niejednego śmiałka, który zapuściłby się w te strony. Mrok rozświetlają wiecznie rozżarzone pochodnie oraz światła w wydrążonych dziuplach ogromnych drzew. Między wysepkami poruszać się można po drewnianych pomostach wyglądających w miarę stabilnie.
 
 
     
Aronia 
Samotnik
Ku jutrzence dnia.



KSIĘŻYCE: Dwadzieścia dwa.
CIECZKA: Czas Potężnej Burzy, Czas Śnieżnych Zamieci.
CIĄŻA: Nie.
RODZINA: Niezałożona.
SYMPATIA: Przewinęło się paru.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Białe futro, złote oczy.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 5
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączyła: 27 Lut 2015
Posty: 212
Wysłany: 2015-03-31, 19:59   
   Multikonta: Jaśmin.
   Serca: Jedno w piersi, drugie upolowane.


Wędrowała tu i ówdzie, chcąc odnaleźć jak najlepszą dla siebie arenę. Raz zawitała do pewnego lasu, za drugim razem brodziła w samorzutnie porozrzucanych jeziorkach i stawikach, aż w końcu znalazła się na bagnach. Już na początku uderzyła ją woń stęchlizny i zgnilizny, która jedynie w pewnej mierze została zastąpiona świeżym powietrzem wiejącym znad morza. Na twarz wpłynął jej ewidentny grymas niezadowolenia. Ale nic to, szła dalej. Nie mogła nacieszyć się ciszą, podumać w spokoju, ponieważ z prawa i lewa dochodziły ją najróżniejsze dźwięki, których nigdy w życiu nie miała okazji usłyszeć. Były to szepty, niepokojące bulgoty i chrupanie, czy chociażby zwykłe skrzypienie drewnianych mostów pod długimi łapami. Starała się wszystkie te czynniki ignorować, niestety z marnym skutkiem. Omijając co chwila wysoki krzak i przyglądając się mu uważnie, w końcu wpadła w bajoro. Na jej nieszczęście było bardzo głębokie, przez co cała jej sierść została pokryta borowiną. Fuknęła oburzona i szybko wyskoczyła z muliska, oglądnąwszy swój obecny stan. Brązowa breja skapywała jej nawet z uszu, czasem dostając się do żółtych ocząt. Samotniczka otrzepała się dokładnie i usiadła zniesmaczona na miękkim gruncie. Nagle ją oświeciło. Błoto, które w całości się do niej przylepiło, mogło posłużyć jej teraz za kamuflaż – nie wyróżniałaby się tak swym umaszczeniem na horyzoncie, no i przede wszystkim jej zapach został w pewnym stopniu zneutralizowany. Przyszła ofiara miałaby nie lada kłopot z wyczuciem potencjalnego zagrożenia, niebezpieczeństwa. Aronia wstała i poczęła szukać na wydeptanej ścieżce jakiegokolwiek tropu zwierzyny.
Z przyłożonymi nozdrzami do ziemi, nadwyrężając mocno swój kark krążyła po moczarach, robiąc przy tym rozmaite zygzaki i ósemki. Minęło pół godziny, godzina, półtorej, a ona nadal szukała, pokonując niezliczone ilości metrów, jak i nie kilometrów. Powoli traciła nadzieję na odnalezienie pozostawionych śladów. Lecz dzięki wytrwałości nareszcie na coś natrafiła. Był do odcisk racicy. Kształtny, proporcjonalny. Kilka kroków dalej zauważyła kępkę włosia jeleniowatego wplątaną w liście tutejszego krzewostanu. Zaciągnęła się aromatem kawałka szczeciny, po czym już z wyprostowanym łbem ruszyła na spotkanie ze ssakiem, wcześniej zorientowawszy się o jego obecności i konkretnym położeniu. Skryła się za jedną z barierek małej kładki kiedy zauważyła obiekt kłusowania i zlustrowała ją oziębłym spojrzeniem. Była to sarna, mająca prawdopodobnie niewiele ponad rok albo i mniej, gdyż na grzbiecie miała jeszcze jasne i zanikające cętki. Maść miała szaroburą, którą specjalnie zrzuciła na zimę tudzież biały zad, który wyróżniał ją na ponurym krajobrazie. Chodziła bezcelowo w tę i nazad. Zapewne zgubiła się rodzicielom, którzy nawet nie raczyli jej odszukać. Ale tropicielki nie poruszała ta przypuszczalna historia, mogąca okazać się blefem. Chciała jak najszybciej napełnić swe trzewia, nienawidziła chodzić w głodzie.
W jednej chwili podniosła się, wykonała dwa susy i powaliła na glebę – zaskakująco łatwo – swój cel brzuchem do góry. Młoda zaczęła przeraźliwie ryczeć, wręcz beczeć, usilnie starając się uwolnić z objęć wroga. Zamachnęła się kopytem i rypnęła nim ze wszystkich sił w biedny czerep białolicej. Widząc, że sprawia jej to ból, powtórzyła cios kilkukrotnie. Wilczyca wymruczała pod nosem coś niezrozumiałego i na krótki moment odsunęła się. Sarenka zamiast uciec w panice, zerwała się na równe nogi i grzmotnęła kończyną o podłoże, prowokując waderę do dalszej bijatyki. Była nad wyraz waleczna, albo po prostu głupia. Złotooka wymasowała guzy na czole, lecz zanim przystąpiła do ataku, ofiara przewróciła ją dzięki dzikiej szarży. Upadła na tyle niefortunnie, iż przy odruchowym wykręcaniu łapy co by uniknąć przewrócenia się, złamała ją w okolicach śródręcza przez ciężar własnego ciała. W dodatku przy upadku towarzyszyło jej nieprzyjemne strzyknięcie w barku. Oczy jej się zeszkliły, syknęła cicho z bólu. Ale to nie mógł być koniec. Zmotywowała się i dopadła do ucha delikwentki, która nadal stała w tym samym miejscu. Miętosiła w zębach płat skóry, żuła go, lekceważąc pokrzykiwania właścicielki narządu. Ta w odwecie odwracała głowę na tyle, ile mogła i kąsała gardziel Aronii, pozostawiając na niej krwawe znaczenia. A więc ta już ostatecznie chciała się pozbyć napastnika? Nie mogła do tego dopuścić. Wlazła na parzystokopytną, zdrową łapą przycisnęła jej łeb do ziemi i postanowiła zakończyć już tę batalię poprzez natarczywe rozdzieranie kłami jej szyi, a później i grdyki. Czując, że już pękła, zeszła z nieboszczki oraz otaksowała spojrzeniem jej matowe czarne ślepia, przez które ulotniła się dusza. Zwyciężyła. Podeszła do brzuszyny zmarłej, pazurami pozbawiła ją włosów i przystąpiła do niechlujnego wypatroszenia.
 
 
     
Tighernän 
Catch all of the madness


KSIĘŻYCE: 54
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: Pozamaciczna w kolanie :>
RODZINA: Sapphire {siostra}, Imbir, Scáthach, Keezhekoni {kuzyni}, Viserys, Duchesse, Liivrah, Nilvaren {m. Naranlea}
SYMPATIA: Oh her eyes make the stars look like they're not shining ~ { Rat }
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Ruda lewa łapa, ucho i grzbiet. Rogi.
MOC MAGICZNA: BETA - Immunitet dla siebie lub kogoś innego - 0/1/7 GŁOWA RODU POŻOGI - każde ugryzienie i zasmakowanie krwi regeneruje 4 pkt. HP. Basior ma zatrutą krew, której zasmakowanie (raz podczas fabuły) odbiera delikwentowi zmysły (słuch, wzrok, węch, dotyk, smak) na okres 4 postów.
RÓD: Pożogi

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2015
Posty: 417
Wysłany: 2015-03-31, 20:11   
   Multikonta: Brylüen, Aszling, Ragnar, Vanisz
   Pozwolenia: Rogi
   Serca: 0 serc


MG

-10hp, złamana łapa, +1 serce
_________________
    W R O G O W I E: No mercy for the guilty, bring down their lying sun { Gość }
    T O L E R O W A N I: All around me are familiar faces { Cień Wiatru }
    B R A T N I E D U S Z E: Tell me some things last { Silmarila
  • , Damascus}

        P M S: You took my mind and my pain { 1 }
        M I Ł O Ś Ć: Take my heart and take my hand { Rat Trap }
        P O R W A N I: Enjoy the game { 2 }
        R O D Z I N A: My strenght and my weakness { Sapphire {siostra}, Imbir, Scáthach, Keezhekoni {kuzyni}, Viserys, Duchesse, Liivrah, Nilvaren { m. Naranlea
      • } }

SamotnikZwykły wilkSkrytobójcaSamiec Beta
 
     
Aronia 
Samotnik
Ku jutrzence dnia.



KSIĘŻYCE: Dwadzieścia dwa.
CIECZKA: Czas Potężnej Burzy, Czas Śnieżnych Zamieci.
CIĄŻA: Nie.
RODZINA: Niezałożona.
SYMPATIA: Przewinęło się paru.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Białe futro, złote oczy.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 5
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączyła: 27 Lut 2015
Posty: 212
Wysłany: 2015-03-31, 20:22   
   Multikonta: Jaśmin.
   Serca: Jedno w piersi, drugie upolowane.


Zaspokoiwszy głód wykuśtykała z tematu.
/nmmt
 
 
     
Areshi 
my heart is a hollow plain


KSIĘŻYCE: 73
CIECZKA: Czas Śnieżnych Zamieci, Czas Potężnej Burzy
CIĄŻA: ---
RODZINA: Siostra - Kemithra
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Wysoka jest
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 11 Maj 2015
Posty: 7
Wysłany: 2015-05-12, 20:54   
   Multikonta: Szafran
   Serca: brak


Nie miała pojęcia w jaki sposób wpakowała się w to... bagno. Jeszcze jakiś czas temu było całkiem ładnie. Woda czysta, pachniało świeżą trawką, a teraz stała na kępie buro zielonej, bagiennej trawy i szukała oparcia dla łap. Może powinna zawrócić. Może. Tylko nie byłaby sobą gdyby nie zobaczyła w przemierzeniu bagna pewnego wyzwania, a te bardzo lubiła. Parła więc na przód przeskakując z jednej kępy na drugą. Z jednaj kładki na kolejną. Coraz dalej i głębiej w niegościnny teren. I gdy okolica zdawała się rozjaśniać, wody zaczęło być mniej, los przestał jej sprzyjać. Tylne łapy omsknęły się na śliskim podłożu i Areshi zjechała zadem w zimną, gęstą breję. Wbiła pazury przednich łap w ziemię i klnąc pod nosem na czym świat stoi zamarła w bezruchu. Już ona dobrze wiedziała, że szamotanie się w bagnie było najgorszą możliwą opcją. Spróbowała więc powoli, systematycznie wciągać się na suchy ląd, szukając tez oparcia dla łap zanurzonych w błocie. Oparcia nie było, a jej coraz ciężej było utrzymać swój ciężar pomimo siły i zahartowania.
Pomyślała, że to cholernie głupia śmierć utonąć w bagnie i zdecydowanie nie chciała tak skończyć. Obnażyła kły z frustracji i wysiłku, a jasnymi pazurami darła ziemię. Nie podda się, cokolwiek by się działo. Nie w takich opałach już była...
 
     
Cahirre 
Wartownik



KSIĘŻYCE: 35
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: Nope
RODZINA: Lilith x Imbir (rodzice) Voager & Vanadis & Andromeda & Aaralyn & Saiarlie (rodzeństwo) Verdene & Scáthach & Hanael (wujostwo) Jaeger (dziadek)
SYMPATIA: You are my heart and soul angel - ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Ogniście rude futro, różne oczy.
MOC MAGICZNA: Gdy Głowa Rodu Wojny pojawi się na potyczce (co najmniej 3 wilki), wszyscy członkowie rodu otrzymują 2 ekstra gwiazdki na czas jego obecności (wraz z nim).
RÓD: Wojny

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączył: 12 Mar 2015
Posty: 108
Wysłany: 2015-05-12, 21:23   
   Multikonta: Zähkrii & Invictus
   Serca: 0 serc.


Rudy basior ponownie pojawił się na terenach krainy, znudzony był wieczną monotonnością w życiu to też nieco czasu spędził poza granicami krainy. On zgrabnie przeskakiwał kałużę albo kawałki bagna oceniając odległość od jednego twardego kawałka do drugiego by skok był jak najmniejszy. Wbijał też pazury w podłożę co by w razie co się utrzymać, odpukać jakoś mu się udało jak na razie. Zauważył kątem oka coś czarnego co nagle prawie że znikło z powierzchni ziemi, jednak jakimś cudem wadera utrzymała górną część ciała na powierzchni. Zrobił jeszcze kilka większych susów w jej kierunku stając na wprost niej, zacmokał skonsternowany jej pozycją.
-Nie sądziłem że dosłownie można wpaść w bagno. - powiedział przyglądając się jej, nim zdążyła zaprotestować lub coś zrobić złapał jej sierść na karku po czym zaparł się zadnimi łapami by się odpychać przednimi tym samym ciągnął waderę na ląd.
_________________
This will never end cause I want more
More, give me more, give me more

r o d z i n a: Dangling feet from window frame.
Will they ever ever reach the floor?{mnoży się, mnoży}
w r o g o w i e: There's no room for innocence {...}
p r z y j a c i e l e: Friends till the end, never break, never bend {...}
p a r t n e r k a: If I had a heart I couldlove you {...}
p m s: On the first day that I met you {...}
t o r t u r o w a n i: If you had a voice,
you would sing
{...}

****
 
     
Areshi 
my heart is a hollow plain


KSIĘŻYCE: 73
CIECZKA: Czas Śnieżnych Zamieci, Czas Potężnej Burzy
CIĄŻA: ---
RODZINA: Siostra - Kemithra
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Wysoka jest
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 11 Maj 2015
Posty: 7
Wysłany: 2015-05-12, 21:46   
   Multikonta: Szafran
   Serca: brak


I znikąd pojawił się obserwator. Zamarła obserwując go nieprzychylnym spojrzeniem. Już chciała odwarknąć, że zamiast stać i się gapić powinien jej pomóc, ale basior sam się zreflektował, toteż żadna złośliwość z jej pyska nie uciekła. Syknęła jednie kiedy mocno chwycił ją za kark. Cóż, i tak lepsza chwila bólu niż powolna śmierć w śmierdzącej brei.
Stojąc już na twardym gruncie spojrzała na swój oblepiony błotem zad i zwyczajnie się wzdrygnęła. Paskudnie i do tego zimno. Zmarszczyła pysk, mimowolnie obnażając kły w bezsilnej złości na to idiotycznie niefortunne zdarzenie. Gdy skończyła krótkie oględziny spojrzała na swego wybawiciela i co tu dużo mówić nie wyglądał szczególnie sympatycznie. Rdzawe futro wyraźnie odcinało się na tle smutnej zieleni bagna, a po pysku i charakterystycznym spojrzeniu od razu poznała, ze raczej nie ma do czynienia z kimś kto robi coś dla innych bezinteresownie. Choć zawsze mogła się mylić. Przecież i ona nie wyglądała na świętą.
Zmierzyła samca blado niebieskimi, przenikliwymi ślepiami.
- Dzięki. Na swoje nieszczęście jak podejrzewam, jestem twoim dłużnikiem. - Skrzywiła się bo nienawidziła być komukolwiek cokolwiek dłużna, a już tym bardziej za taką przysługę jak uratowanie skóry. Oczywiście mogła mu warknąć w pysk, że nie potrzebowała pomocy, ale nie była aż tak skrajną hipokrytką.
 
     
Cahirre 
Wartownik



KSIĘŻYCE: 35
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: Nope
RODZINA: Lilith x Imbir (rodzice) Voager & Vanadis & Andromeda & Aaralyn & Saiarlie (rodzeństwo) Verdene & Scáthach & Hanael (wujostwo) Jaeger (dziadek)
SYMPATIA: You are my heart and soul angel - ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Ogniście rude futro, różne oczy.
MOC MAGICZNA: Gdy Głowa Rodu Wojny pojawi się na potyczce (co najmniej 3 wilki), wszyscy członkowie rodu otrzymują 2 ekstra gwiazdki na czas jego obecności (wraz z nim).
RÓD: Wojny

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączył: 12 Mar 2015
Posty: 108
Wysłany: 2015-05-12, 23:20   
   Multikonta: Zähkrii & Invictus
   Serca: 0 serc.


Czy był obserwatorem? Raczej przypadkowym przechodniem można chyba tak powiedzieć, on nie kazał jej wpadać po uszy w bagno :lol: No chyba wolała trochę ucierpieć na skórze niż utopić się w bagnie? Kiedy była "bezpieczna" na gruncie oczywiście puścił jej futro i skórę odchodząc na dwa kroki. Odwrócił pysk na bok by nie widziała jego uśmiechu który wpełzł na jego lico po tym jak wadera sprawdzała stan zadu. On i nie sympatycznie? Skądże wyglądał jak rudy anioł, choć podobno co rude to wredne. Odwrócił ponownie ku niej pysk choć wargi nadal były lekko wygięte w pół uśmieszku, faktycznie nie wyglądał zbyt szczególnie ale nie przejmował się tym.
-Może kiedyś mi się odwdzięczysz, Cahirre. - chyba nie trzeba wiele tłumaczyć że to na końcu to jego imię? Nie wymagał od wadery i nie chciał nic w zamian, przynajmniej na razie i raczej się to nie prędko zmieni.
_________________
This will never end cause I want more
More, give me more, give me more

r o d z i n a: Dangling feet from window frame.
Will they ever ever reach the floor?{mnoży się, mnoży}
w r o g o w i e: There's no room for innocence {...}
p r z y j a c i e l e: Friends till the end, never break, never bend {...}
p a r t n e r k a: If I had a heart I couldlove you {...}
p m s: On the first day that I met you {...}
t o r t u r o w a n i: If you had a voice,
you would sing
{...}

****
 
     
Areshi 
my heart is a hollow plain


KSIĘŻYCE: 73
CIECZKA: Czas Śnieżnych Zamieci, Czas Potężnej Burzy
CIĄŻA: ---
RODZINA: Siostra - Kemithra
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Wysoka jest
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 11 Maj 2015
Posty: 7
Wysłany: 2015-05-12, 23:53   
   Multikonta: Szafran
   Serca: brak


Jeszcze raz zmierzyła go uważnym spojrzeniem, ale już po chwili na jej pysku pojawił się zawadiacki półuśmiech. Uniosła wysoko pysk, niemal dumnie, co nijak miało się do jej ubłoconego jestestwa. Z takim wyglądem była co najwyżej dumnym topielcem.
- Areshi. I oczywiście, że się odwdzięczę. Nienawidzę mieć długów. - Odparła, a potem... otrzepała się rozchlapując błoto na wszystkie strony. Tak, tak Cahirre również mógł oberwać, ale wyraźnie się tym nie przejęła. Nie miała jak się cofnąć, a że basior stał na drodze... No dobra, może zrobiła to specjalnie. Ot drobna złośliwość z ciekawości czy samiec uskoczy jak urażona panienka.
- Brrr... paskudztwo. Jesteś stąd, co? - Nieoczekiwanie szturchnęła go nosem w bark, starając się go ominąć na niezbyt dużej wysepce. Szturchnięcie było oczywiście wyrazem czegoś na kształt sympatii, a nie zaczepką do bitki. Spojrzała przed siebie na prześwit do którego zmierzała. Czuła stamtąd zapach świeżej wody. - I pewnie wiesz gdzie tu jest jakaś rzeka, albo staw. - Zerknęła na basiora przez własny bark. Uśmiechnęła się choć w jej wykonaniu, przy niesamowicie jasnych oczach i pozlepianym futrze wyglądało to raczej złowieszczo niż sympatycznie. Krótko otaksowała też jego sylwetkę wcale się z tym nie kryjąc.
 
     
Cahirre 
Wartownik



KSIĘŻYCE: 35
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: Nope
RODZINA: Lilith x Imbir (rodzice) Voager & Vanadis & Andromeda & Aaralyn & Saiarlie (rodzeństwo) Verdene & Scáthach & Hanael (wujostwo) Jaeger (dziadek)
SYMPATIA: You are my heart and soul angel - ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Ogniście rude futro, różne oczy.
MOC MAGICZNA: Gdy Głowa Rodu Wojny pojawi się na potyczce (co najmniej 3 wilki), wszyscy członkowie rodu otrzymują 2 ekstra gwiazdki na czas jego obecności (wraz z nim).
RÓD: Wojny

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100

Dołączył: 12 Mar 2015
Posty: 108
Wysłany: 2015-05-13, 15:36   
   Multikonta: Zähkrii & Invictus
   Serca: 0 serc.


Dość ciekawie wyglądała ubłocona i wywyższająca się ale na nim ni jak robiło to wrażenia. Obserwował jej postawę w milczeniu, czekał na kolejny ruch właśnie z jej strony.
-Jak wolisz. - odpowiedział odsuwając się kiedy wadera otrzepywała się z błota, on nie koniecznie potrzebował błotnych kąpieli. Nie lubił sobie brudzić przysłowiowych łap od tego miał ludzi nie? Słysząc kolejne słowa oraz puknięcie w bark obrócił pysk w jej stronę skubiąc w okolicę kręgosłupa I z jego strony była to zaczepka ale nie do bitki, w końcu nie oderwał jej skóry nie?
-Urodziłem się tutaj, owszem wiem. - odpowiedział, by obrócić rude cielsko i skierować się w odpowiednią stronę, jednocześnie ją wyprzedził ale kto by się tym przejął? Ostrożnie oddał kilka susów stajac już na twardym gruncie by spojrzeć czy idzie za nim, zakładam że szła więc wybyli.

z.t
_________________
This will never end cause I want more
More, give me more, give me more

r o d z i n a: Dangling feet from window frame.
Will they ever ever reach the floor?{mnoży się, mnoży}
w r o g o w i e: There's no room for innocence {...}
p r z y j a c i e l e: Friends till the end, never break, never bend {...}
p a r t n e r k a: If I had a heart I couldlove you {...}
p m s: On the first day that I met you {...}
t o r t u r o w a n i: If you had a voice,
you would sing
{...}

****
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





Administratorzy - Phrias & Silmarila


Bannery

www.wolv.aaf.pl Król Lew Wild Land AAF AXIS MUNDI Spirit Animals World BlackButler Image and video hosting by TinyPic Beznazwy.png Xavier's School Keneari Aqud Image and video hosting by TinyPic

Strona wygenerowana w 5,42 sekund. Zapytań do SQL: 11