Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Vysselis Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Skromna klinika
Autor Wiadomość
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-04-30, 13:55   Skromna klinika
   Serca: Nie posiada.


    SKROMNA KLINIKA
    Nie zwraca na siebie za specjalnej uwagi. Można by rzec, iż kompletnie wtapia się w tło północnych lasów. Wyglądem przypomina chaty, w których pomieszkują plemiona indiańskie (tzw. wigwamy). Składa się z oczyszczonych skór zwierząt roślinożernych robiących za prowizoryczne ściany, które podtrzymywane są przez złączone kości udowe solidnie wbite w grunt. Na ułamanych tkankach kostnych swobodnie zwisają naszyjniki z kłami, czy chociażby cienkie i brudne liany. Dach tworzą związane ze sobą siekacze słoni okryte prawdopodobnie futrem z niedźwiedzia brunatnego. W połowie wysokości dawnego uzębienia trąbowca przymocowana jest rogata czaszka barana, mająca w swym wnętrzu zaschnięte resztki najważniejszego organu. Pewnie gdyby nie ten element każdy wilk przechodziłby obok kliniki obojętnie. W środku lecznicy na przytwierdzonych badylach schną wszelakiego rodzaju zioła, a dookoła na ziemi porozrzucane są misy do przygotowywania medykamentów. Nie trudno znaleźć tu także kilku tępych noży tudzież zwiniętych bandaży z naturalnych włókien.
Ostatnio zmieniony przez Jaśmin 2015-05-10, 21:50, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-02, 18:56   
   Serca: Nie posiada.


Przyszedłem i zacząłem oporządzać zebrane ziele.
 
 
     
Quil 
Pustelnik
Ruda Popierdółka



KSIĘŻYCE: Dwadzieście sześć szumiało drzew
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie
RODZINA: {brat Izaak}
SYMPATIA: pewnie jakiś basior :)
ZNAKI SZCZEGÓLNE: zapach szyszki sosnowe zmieszane z konwaliami
EKWIPUNEK: magiczny niewidzialny notes i pióro < oba przedmioty nie istnieją de facto>
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 1
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 5
Punkty Życia: 105

Dołączył: 08 Mar 2015
Posty: 75
Wysłany: 2015-05-02, 20:15   
   Multikonta: Renfri, Arwena, Horo
   Pozwolenia: Zapach nie z tej ziemi
   Serca: moje i kozicy czyli jedno
   Tytuły: Towarzyska Dusza ~ Wiosna 2015


Jak tutaj dotarł nie wiedział. Wiedział, że czuł się paskudnie, ale dlaczego tego też nie widział. Ogólnie mało co wiedział i rozumował. Być może ten królik, którego ostatnio zjadł z ogniska był zatruty i teraz były takie efekty. Oj, Quil miał nauczkę, by nie jeść darmowych posiłków, a tylko polować na własne żarcie. Biedna ruda wilcza pierdółka nie zdawała sobie sprawy, że nie wyleczyła przeziębienia i teraz były tego efekty. Basior miał podwyższoną temperaturę, jakby ktoś go żarem nakarmił. Co chwila się przewracał, na bok, po czym znów wstawał. Las wydawał mu się jakiś taki nienaturalny, straszny, rozciągnięty do granic możliwości. Do tego jeszcze czuł zawroty głowy i nudności. Nie funkcjonował normalnie to pewne Nie był w stanie logicznie myśleć, o ile kiedykolwiek był w stanie XD. Chybotał się na swoich długich nogach.
W końcu po kilku krokach, albo po wielu przebytych milach dotarł do dziwnej chatki. Pewnie gdyby miał świadomość zdrowego myślenia by jej nie zauważył, ale w tym stanie. Ogólnie budynek wydawał się dziwny z zewnątrz. Quil twardo przełknął ślinę, siląc się na odwagę, ale może będzie ktoś w środku kto mu pomoże, by nie zdechną za szybko. Kochał życie, chciał żyć! Rąbnął głową o drzwi i jęknął przeraźliwie.
- Jest tam ktoś? Kto może mi pomóc? Proszę. Ratunku! - zaklął głosem a z jego oczu popłynęły łzy.
_________________
Nazwa urozmaicenia: Zapach nie z tej ziemi
Dokładny opis: Przy ugryzieniu lub strasznym lęku Quil wydziela zapach nie z tej ziemi. Mocną woń o zapachu szyszek sosnowych zmieszanych z konwaliami. Super słodką woń niczym perfumy. Powoduje to odruch wymiotny [ decyduje mg] u przeciwnika. W następnej turze akcji Quil nie będzie atakowany przez przeciwnika. Podczas kolejnej tury walki zapach wyraźnie słabnie. Użycie jedno na starcie.
Negatywne skutki: (które będą zachowywały równowagę) po użyciu, przez najbliższe 6 postów , nie może brać udziału w polowaniu czy też w porwaniach, ilość gwiazdek zmniejszona o połowę, jest łatwiejszym łupem dla porywaczy.


 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-02, 21:39   
   Serca: Nie posiada.


W chacie nie ma drzwi, kliknij napis "SKROMNA KLINIKA" i zobacz jak ona wygląda
Wyjąłem ze swego arsenału mięsiste liście żółtakowatego i starannie porozwieszałem na niby-półkach wykonanych z średniej grubości gałęzi. Resztki soku mlecznego spłynęły po głównym nerwie, zlepiając wszystko po drodze. Ucieszył mnie ten fakt, przynajmniej teraz aloes będzie mocno się trzymał i nie będę musiał go co chwila poprawiać. Czarne jagody ułożyłem gdzieś w losowym miejscu i sam położyłem się na ziemi, żeby chwilkę odpocząć po podróży. Sjesta nie mogła trwać zbyt długo. Nieoczekiwanie ktoś wyrżnął łbem w ścianę mojej kliniki. Wstałem i wyjrzałem na zewnątrz, aby ochrzanić tego, który w zamyśle robił sobie jaja. Jak się okazało, dokonał tego mój przyszły pacjent, którego białe gałki oczne latały we wszystkie możliwe strony i nawet nie raczyły spocząć dłuższą chwilę na mojej osobie. Obszedłem samca dookoła i jednym ruchem biodra wepchnąłem go do środka chaty. Wiedziałem, co mu dolegało. Złapałem zębiskami jego rudy kark, sprowadziłem do parteru, nakazując mu leżeć, po czym zbliżyłem się do małego ganku w celu uszykowania okładu. Podsunąłem pierwszą lepszą drewnianą miskę, wrzuciłem do niej ciemny owoc, zerwałem pół liścia aloesowego i dokładnie zmieliłem pazurem, na koniec soczyście splunąwszy do powstałej masy. Moja ślina była o wiele lepszą cieczą rozrzedzającą, aniżeli brudna deszczówka z kałuży obok. Podszedłem do samotnika, przymknąłem kończyną jego oczodoły i nałożyłem trochę maści na obydwoje, od czasu do czasu warknąwszy na możliwy ruch basiora. Odstawiłem do połowy pełne naczynie, otarłszy opuszki o ryże futro.
- Trzy wschody słońca, trzy zachody. Tyle czasu musisz tu przebywać nie otwierając swych ślepi, aby moje starania przyniosły pozytywny skutek. Postaram się o jakąś wodę i jadło. Ty w podzięce nie będziesz zanudzać mnie swoimi historyjkami, nie zrobisz mi tu burdelu i polecisz mnie innym. - wyjaśniłem pokrótce wszystko rzeczowo i na temat. Potem ulokowałem się gdzieś na zewnątrz. Nie chciałem dzielić powietrza z kimś, kto mógłby mnie jeszcze zarazić.
 
 
     
Quil 
Pustelnik
Ruda Popierdółka



KSIĘŻYCE: Dwadzieście sześć szumiało drzew
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie
RODZINA: {brat Izaak}
SYMPATIA: pewnie jakiś basior :)
ZNAKI SZCZEGÓLNE: zapach szyszki sosnowe zmieszane z konwaliami
EKWIPUNEK: magiczny niewidzialny notes i pióro < oba przedmioty nie istnieją de facto>
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 1
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 5
Punkty Życia: 105

Dołączył: 08 Mar 2015
Posty: 75
Wysłany: 2015-05-03, 11:55   
   Multikonta: Renfri, Arwena, Horo
   Pozwolenia: Zapach nie z tej ziemi
   Serca: moje i kozicy czyli jedno
   Tytuły: Towarzyska Dusza ~ Wiosna 2015


Nawet jeśli nie było tutaj drzwi, stan w jakim się znajdował Quil pozwalał mu na stworzenie ich w jego chorym umyśle. W końcu każda szanująca się, nawet najlichsza chata powinna mieć drzwi. Poczuł pchniecie z tyłu i został brutalnie wepchnięty do tego dziwnego legowiska, kliniki druida. W środku na przytwierdzonych badylach schły wszelakiego rodzaju zioła, a dookoła na ziemi porozrzucane były misy do przygotowywania medykamentów. Pierwsze co uderzyło Quila jak tam wszedł, to właśnie zapach owych ziół unoszony się w powietrzu, zwłaszcza, że jego zmysły były teraz bardziej wyczulone niż kiedykolwiek. Od tych zapachów jeszcze bardziej kręciło mu się w głowie. Ponieważ wzrok miał mętny, szybko przewrócił się na jakieś lezącej niedaleko misie zaczepiając o nią łapą i upadł na brzuch. Poczuł zęby na swoim karku i został sprowadzony do parteru, ale nie wyrywał sie ani nie protestował, nie miał na tyle sił. Jednak bał się czy to aby nie porwanie? Quil po chwili poczuł nakładaną maść na jego zbolałe oczy. Jęknął, ale ucieszył się w duszy gdyż nie było to porwanie jak się obawiał, ale prawdziwa pomoc ze strony. Poczuł chwilową ulgę.
- Dziękuję wam wszystkim trzem za pomoc - rzekł unosząc lekko głowę do góry i widząc przed sobą trzy postacie druida, zatem myśląc, że trzy wilki są w pomieszczeniu. Potem zamknął powieki ponownie zgodnie z zaleceniem. Wiedział, że to druid. Jego compadre Yuma też pełnił tą funkcję ale ostatnio coś słuch o nim zaginął. Może zaginął na wojnie. Rudasek jednak nie dopuszczał tej myśli do siebie. Wierzył głęboko, że jego comapdre kiedyś jeszcze wróci i zawita w te strony.
- Trzy wschody, trzy zachody słońca - kalkulował w myślach. Ile to było sześć czy trzy dni. Od tych dywagacji zaczęła go boleć głowa. Położył łapy na głowie i jęknął żałośnie. Znalazł sobie jakiś ciemny suchy kąt i tam legł nie odezwawszy się już ani słowem. On też cały obolały nie miał nastroju do rozmów, ale czuł wdzięczność. Pewnie jak wyzdrowieje spróbuje się jakoś odwdzięczyć druidowi.
_________________
Nazwa urozmaicenia: Zapach nie z tej ziemi
Dokładny opis: Przy ugryzieniu lub strasznym lęku Quil wydziela zapach nie z tej ziemi. Mocną woń o zapachu szyszek sosnowych zmieszanych z konwaliami. Super słodką woń niczym perfumy. Powoduje to odruch wymiotny [ decyduje mg] u przeciwnika. W następnej turze akcji Quil nie będzie atakowany przez przeciwnika. Podczas kolejnej tury walki zapach wyraźnie słabnie. Użycie jedno na starcie.
Negatywne skutki: (które będą zachowywały równowagę) po użyciu, przez najbliższe 6 postów , nie może brać udziału w polowaniu czy też w porwaniach, ilość gwiazdek zmniejszona o połowę, jest łatwiejszym łupem dla porywaczy.


 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-03, 12:48   
   Serca: Nie posiada.


Kwestię daru dziękczynnego omówiłem wcześniej, a gdy basior wyzdrowieje. Nie przyjmowałem do wiadomości innych darowizn ze strony rudzielca, miało być tak jak chciałem. Raczej nikt nie ucieszyłby się z upominku w postaci zdechłego, na wpół zjedzonego szczura, zamiast rozgłosu swoich medycznych zdolności i przybytku klientów. Według mnie to było rozsądne i sprawiedliwe. Wracając. Usłyszawszy oświadczenie samotnika wychyliłem łeb zza progu z głupią miną, której na szczęście nie mógł zobaczyć. Dziękował wszystkim trzem za pomoc? O co mu do cholery chodziło? Przyłożyłem palce do skroni w konsternacji, kiedy połączyłem fakty. Przecież troiło mu się w oczach, stąd to omyłkowe stwierdzenie. Powinienem był szybciej kojarzyć okoliczności. Sprawę przemilczałem i oddaliłem się. Dreptałem pomiędzy drzewami, aż ni stąd ni zowąd natrafiłem na padlinę zająca. Nie miał głowy, acz był jeszcze ciepły. Przewróciłem go na plecy i przekroiłem jednym z pazurów jego brzuch. Nie miał w sobie żadnych pasożytów, nadawał się do spożycia. Złapałem go za staw skokowy i kontynuowałem przechadzkę. Wlazłem na jakąś grupę kamieni, pomiędzy którymi znajdowała się czysta woda, niezanieczyszczona zbutwiałym drewnem i liśćmi. Odłożyłem gryzonia, wyciąłem korę z pobliskiego buku i wygiąłem lekko, aby się uwypukliła. Nie chciałem przecież iść do lecznicy i używać swoich bardzo cennych mis. Nabrałem do twardej tkanki ciecz, po czym chwyciłem ją w zęby, zająca przełożyłem przez kark i zawróciłem do białookiego. Podłożyłem mu wszystko pod nos, informując co mu daję i usiadłem przy wejściu, powoli zamiatając grunt wachą.
 
 
     
Quil 
Pustelnik
Ruda Popierdółka



KSIĘŻYCE: Dwadzieście sześć szumiało drzew
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie
RODZINA: {brat Izaak}
SYMPATIA: pewnie jakiś basior :)
ZNAKI SZCZEGÓLNE: zapach szyszki sosnowe zmieszane z konwaliami
EKWIPUNEK: magiczny niewidzialny notes i pióro < oba przedmioty nie istnieją de facto>
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 1
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 5
Punkty Życia: 105

Dołączył: 08 Mar 2015
Posty: 75
Wysłany: 2015-05-09, 12:04   
   Multikonta: Renfri, Arwena, Horo
   Pozwolenia: Zapach nie z tej ziemi
   Serca: moje i kozicy czyli jedno
   Tytuły: Towarzyska Dusza ~ Wiosna 2015


Pobyt w klinice u druida wyszedł Quilowi na dobre. Po kilku dniach spędzonych, zaszyty głeboko w ciemnym kącie, w ciszy i cieple wrócił do pełni sił. W tym czasie nikt nie pojawił się w klinice i nie przeszkadzał ani druidowi ani Quilwi w jego powrocie do zdrowia. Rudasek nie miał już omamów, ból głowy minął jak ręką odjął, z nosa nie kapała obrzydliwa żółta wydzielina, ból w gardle ustał, tak, ze wilk mógł bez problemu przełykać. Quil czuł się jak nowo narodzony. Znów mógł swobodnie biegać, skakać i iść gdzie mu się żywnie podobało.
Nastał ranek. Czas było się zbierać. Wystarczająco nadużył gościny u tego nieznajomego wilka. Wstał, przeciągnął się i ziewną szeroko otrzepał się i podszedł do druida bardzo blisko. Usiadł i złapał jego łapy i potrząsnął nimi gwałtowanie.
- Dzięki stary nawet nie wiesz ile ci zawdzięczam będę sławić i głosić twoje imię po wsze czasy po całej tej krainie i opowiem o tobie każdemu kogo spotkam. Zawsze wiedziałem, że wilki umaszczone na biało są niezwykłe i przeznaczone do wielkości i do pomocy innym. Uff, ciesze się, że na ciebie trafiłem a nie na kogoś z armii kto mógłby mi większą krzywdę wyrządzić. Jak cię zwą druidzie? Ja jestem Quil- Basior trajkotał jak najęty. Tych kilka dni spędzonych w ciszy było dla niego prawdziwą mordęgą. Jako, że był wilkiem z natury aktywnym lubił mówić dużo, dużo się poruszać nie usiedziawszy ani minuty na zadzie, zatem dni leczenia były dla niego podwójnym koszmarem nie tylko dla jego zszarganego zdrowia ale i dla jego wewnętrznej natury. Zatem znowu mógł swobodnie się wygadać. Przekręcił głowę w bok
- Zostaniesz moim compadre druidzie? Bo widzisz mam wielkie marzenie. Chcę uzyskać setkę przyjaciół. Proszę zgódź się. - spojrzał na niego błagalnym wzrokiem robiąc wielkie, słodkie oczy niczym kot ze Shreka.
_________________
Nazwa urozmaicenia: Zapach nie z tej ziemi
Dokładny opis: Przy ugryzieniu lub strasznym lęku Quil wydziela zapach nie z tej ziemi. Mocną woń o zapachu szyszek sosnowych zmieszanych z konwaliami. Super słodką woń niczym perfumy. Powoduje to odruch wymiotny [ decyduje mg] u przeciwnika. W następnej turze akcji Quil nie będzie atakowany przez przeciwnika. Podczas kolejnej tury walki zapach wyraźnie słabnie. Użycie jedno na starcie.
Negatywne skutki: (które będą zachowywały równowagę) po użyciu, przez najbliższe 6 postów , nie może brać udziału w polowaniu czy też w porwaniach, ilość gwiazdek zmniejszona o połowę, jest łatwiejszym łupem dla porywaczy.


 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-10, 09:56   
   Serca: Nie posiada.


Wykorzystałem resztki maści z miski do okładów na dzień i noc dla samotnika, już mając jego chorobę powyżej uszu. Mimo to, pielęgnowałem go jak tylko mogłem, nie pokazując po sobie stopniowego rozdrażnienia. W końcu, gdybym się nim nie zajmował, nie poleciłby mnie w okolicy, prawda? Poza tym, chciałem uchodzić za przyzwoitego wilka, choć w rzeczywistości podchodziło to w wątpliwość. Szczątki zjedzonego zająca wywaliłem gdzieś na zewnątrz, prowizoryczne naczynie z kory odłożyłem na bok, a michę po lekarstwie oczyściłem przypadkowymi liśćmi z drzewa obok i odłożyłem do pozostałych. Następnie podszedłem do rudzielca oraz złapałem go za podbródek, by przyjrzeć się uważnie jego bladym ślepiom. Już nie latały chaotycznie po całej swojej osi, spoglądały spokojnie tylko i wyłącznie na moje lico. Udało się. Puściłem jego szczękę i odchrząknąłem.
- Po pierwsze, nie jestem biały. - odchyliłem mu łeb, łącznie z powiekami, coby jeszcze raz przyjrzeć się oczom. Nie dojrzałem żadnych nieprawidłowości, zapewne w dzieciństwie nauczono go nazywać wszystkie jaśniejsze odcienie śnieżnymi. Na to akurat już nic nie mogłem zaradzić. - Po drugie, nie mogę spełnić twojej prośby. Niczego nie wykonuję pod przymusem. - uniosłem kąciki warg, rzecz jasna nieszczerze, celowo nie wyjawiając swojego miana. Pomogłem Quilowi wstać i wyprowadziłem go z kliniki, kierując się w głąb boru, a samemu po chwili skręcając i znikając całkowicie mu z pola widzenia.
/zt + Quil
_________________
Everybody wants to go to
H e a v e n
But nobody wants to. d i e

Set my world ablaze
Watch me burn
Why explore the universe,
When we don't know ourselves?
There's an emptiness
inside our heads, that no-one
dares to dwell

We are powerless
 
 
     
Scáthach 
Samica Alfa
Aquilone
Tańcząca na zgliszczach



KSIĘŻYCE: 66
CIECZKA: Czas Martwej Natury ; Czas Chłodnych Poranków
CIĄŻA: Tak{o. Jaśmin}
RODZINA: Jaeger{ojciec}|Imbir{brat}|Tighernän, Keezhekoni, Sapphire{kuzyni}|Cahhire; Andromeda; Vanadis; Voyager; Aaralyn{bratankowie/bratanice}|Chikara{kuzyn} |Nezeav, Nemo, Kakashi, Berelain, Rägnar{dzieci} | Cheza{ciotka}
SYMPATIA: Together as one, against all others ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Pozbawione barwnika włosie, krwiste ślepia
MOC MAGICZNA: RUNY: Thurisaz, za sprawą której jest w stanie wywołać u swego przeciwnika uciążliwą senność i zawroty głowy, które utrudniają racjonalne myślenie(możliwość użycia mocy runy jednorazowo na każdą walkę) i Ansuz, która obdarza waderę natchnioną mową ALFA: raz dziennie może uleczyć dowolnego wilka, przywracając mu aż 40 pkt życia GŁOWA RODU ASÓW: zmuszenie dowolnego wilka do wykonania jakiejś czynności, narzucenie mu swojej woli + towarzyszący jej Hugin i Munin
RÓD: Asów

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 99/105

Dołączyła: 14 Mar 2015
Posty: 405
Wysłany: 2015-05-10, 20:49   
   Multikonta: Björn, Seraphiel
   Pozwolenia: Runy
   Serca: 3


Choć Scathach przed chwilą mogła skoncentrować się tak bardzo, że prawie nie czuła bólu, teraz było po wszystkim, a adrenalina płynęła przez jej żyły niczym kwas, roztapiając mięśnie mdlącym bólem, wprawiając łapy w drżenie. Samica czuła, jak zalewają ją salwy cierpienia. Najpierw delikatnie, acz z każdą kolejną sekundą działając na układ nerwowy coraz mocniej. Zupełnie nagle nogi zaczęły piec żywym ogniem. Nie wiedzieć czemu, naparła na nie całym ciężarem ciała, tak bardzo dążąc do bólu, że te niemal momentalnie napuchły od przeszywającego, parszywego cierpienia, które rysowało się teraz w psychice Aquilone jako coś, czego aktualnie potrzebowała. Czuła wszystko spaczonymi zmysłami. Szaleństwo, tak nazwano ten stan. Napięcie ostatnich dni zalało jej kark, zadana przez Ragnara rany otworzyły się, zalewając szyję Scathach świeżą krwią, która broczyła teraz całe jej ciało. Biel sierści została całkowicie zdominowana przez czerwień juchy, a mimo że większość nie należała do niej, potrzebowała pomocy medyka i choć kilka dni temu nie dopuściłaby do siebie możliwości oddania swego życia w łapy obcego jej druida, dzisiaj nie miała wyjścia.
Chatka Jaśmina była pierwszą, którą ujrzała w oddali. Weszła do niej nieśpiesznie, rozglądając się za wilkiem, który mógłby udzielić jej pomocy. Nie było nikogo, postanowiła więc poczekać. Ułożyła się gdzieś w kącie, obserwując wejście bacznym spojrzeniem. Uspokoiła się, stopniowo wracał do niej zdrowy rozsądek.
_________________
Jam czarna śmierć
Śmierć w oczach wrogich paszcz
p o d d a j c i e
. s i ę
Świat był zawsze nasz

Zwabiony podstępem w ufności przymierze
zapłacił za miłość choć jest tylko zwierzem
teraz krwią zbroczony, wylizuje rany,
ale serce bije, nie jest pokonany
Zawył ponad ciszą i las go wysłuchał,
wieki całe miną nim znowu zaufa


Oto akt, w którym
za chwil kilka...

...OWCA..POŻRE..WILKA
 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-10, 21:48   
   Serca: Nie posiada.


Powróciłem do miejsca, w którym byłem niespełna kilka godzin temu, tą samą nieprzyjazną trasą co wcześniej. Nie wiedzieć czemu, droga przez najciemniejszą leśną gęstwinę zupełnie mnie zadowalała i gwarantowała, że w jej trakcie nie zaczepi mojej osoby żaden natrętny tubylec, jak ten podobny do białookiego, który ubzdurał sobie zebranie pełnej setki znajomych, łącznie ze mną. Wizja przebywania wśród absurdalnie dużej tudzież ciemnej masy, na siłę, niezbyt mnie satysfakcjonowała. Preferowałem indywidualność, niezależność, a nie obcowanie z wilkami, które zaufały tak nieprzewidywalnej i ekscentrycznej osobie, jakim był rudy samiec. Wszystko to było na tyle zagmatwane, że postanowiłem ostatecznie się w tym nie plątać i zająć umysł czym innym. Wylazłem z zarośli i stanąłem jak wryty, wysoko unosząc łeb. Poczułem obcą woń w swoim lokum. Zakradłem się powoli i dyskretnie do dziury w oczyszczonych skórach i zajrzałem do środka. W rogu spoczywała kredowa samica, cała w szramach, po postawie sądząc zajmująca nie byle jaką rangę w swojej sforze. Aczkolwiek mogłem mieć mylne wrażenie, zbyt szybko oceniałem wszystkich z góry i czasem przynosiło to kiepskie następstwa. Zbliżyłem się do czerwonookiej, ujawniając już swą obecność, po czym przystanąłem obok jej smukłej sylwetki, oglądnąwszy dokładnie jej stan i napawając się jednocześnie - przed chwilą odkrytą - wonią rui.
- Witam w swych skromnych progach jedną z najważniejszych osobistości w krainie. Czyżby zabrakło już u was medyków? Panienka chwilę zaczeka. - drugie zdanie wypowiedziałem żartobliwie doskonale zdając sobie sprawę, iż pewnie Aquilone polowała nieopodal i nie mogła dojść na tereny swojej armii. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem na zewnątrz. Odszukałem jakiegoś starego pniaka i oderwałem z niego większą część kory. Przed mymi oczyma ukazały się hordy korników oraz larwy much. Zebrałem pojedyncze okazy drugiego owada w pysk i zaniosłem do lecznicy. Poupychałem do otwartych ran czekając, aż stworzonka wyjedzą martwą tkankę i przy okazji zatamują lecącą krew. Bardzo pomagały mi w pracy. Kiedy skończyły swoją robotę, odniosłem je na swoje miejsce i zacząłem urzędować przy własnym ganku. Zerwałem z przyczepionego badyla połowę liścia aloesu, wrzuciłem do makutry i rozgniotłem go okolicznym kamykiem. W następnej kolejności nałożyłem całe mazidło na wszystkie obrażenia, wraz z siniakami, wszelkimi otarciami. Potem odrzuciłem miskę do reszty oraz strząsnąłem brud z łap, czekając aż alfa mi podziękuje, przedstawi, ewentualnie rozpocznie kulturalną rozmowę. Sam niespecjalnie się do tego paliłem.
_________________
Everybody wants to go to
H e a v e n
But nobody wants to. d i e

Set my world ablaze
Watch me burn
Why explore the universe,
When we don't know ourselves?
There's an emptiness
inside our heads, that no-one
dares to dwell

We are powerless
 
 
     
Scáthach 
Samica Alfa
Aquilone
Tańcząca na zgliszczach



KSIĘŻYCE: 66
CIECZKA: Czas Martwej Natury ; Czas Chłodnych Poranków
CIĄŻA: Tak{o. Jaśmin}
RODZINA: Jaeger{ojciec}|Imbir{brat}|Tighernän, Keezhekoni, Sapphire{kuzyni}|Cahhire; Andromeda; Vanadis; Voyager; Aaralyn{bratankowie/bratanice}|Chikara{kuzyn} |Nezeav, Nemo, Kakashi, Berelain, Rägnar{dzieci} | Cheza{ciotka}
SYMPATIA: Together as one, against all others ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Pozbawione barwnika włosie, krwiste ślepia
MOC MAGICZNA: RUNY: Thurisaz, za sprawą której jest w stanie wywołać u swego przeciwnika uciążliwą senność i zawroty głowy, które utrudniają racjonalne myślenie(możliwość użycia mocy runy jednorazowo na każdą walkę) i Ansuz, która obdarza waderę natchnioną mową ALFA: raz dziennie może uleczyć dowolnego wilka, przywracając mu aż 40 pkt życia GŁOWA RODU ASÓW: zmuszenie dowolnego wilka do wykonania jakiejś czynności, narzucenie mu swojej woli + towarzyszący jej Hugin i Munin
RÓD: Asów

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 99/105

Dołączyła: 14 Mar 2015
Posty: 405
Wysłany: 2015-05-11, 19:03   
   Multikonta: Björn, Seraphiel
   Pozwolenia: Runy
   Serca: 3


Przywlókłszy swe cielsko do siedziby druida, ułożyła się gdzieś na ziemi, czując jak piecze ją każdy centymetr ciała, a zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki. Gdyby tylko pozwalała jej na to duma, ułożyłby się gdzieś na trasie pomiędzy lasem, a chatką, w której obecnie przebywała.
Słysząc dźwięk kroków, uchyliła nieco powiekę jednego oka, przyglądając się wchodzącemu do wnętrza kliniki biszkoptowemu samcowi. Był postawny i umięśniony, twarde, stalowe nogi przykuwały wzrok. Nawet zmierzwione wichry sierści nie zaburzały jego wizerunku, wręcz przeciwnie, podnosiły stopień zainteresowania w obserwującym. Mimo to Scathach zdawała się interesować tylko jego wiedzą medyczną. Wpatrywała się w ślepia basiora, wciąż trwając w bezruchu. Żaden mięsień, żaden fragment skóry nie drgnął, a sekundy mijały.
- Czyżby sława zdążyła mnie już wyprzedzić? - ślepia, równie czerwone co oblepiająca jej futro krew, poruszyły się i zamknęły z wolna, zwilżając podeschłe ciało szkliste.
Nie spodziewała się, że Jaśmin rozpozna w niej kogoś ważnego, może dlatego, że sama nigdy nie postrzegała się jako 'jednej z najważniejszych osobistości w krainie' i bynajmniej nie dlatego, ze nie potrafiła ocenić swojej wartości. Uważała, że sława była niczym w porównaniu z obowiązkami, jakie na nią spadły, i z których większość wilków nie zdawała sobie sprawy.
Czując, jak larwy pozbywają się martwej tkanki, zgrzytnęła zębami, rozwierając pysk w bliżej nieokreślonym grymasie, by następnie ledwie widocznie zacisnąć szczęki w akcie frustracji. Same owady nie przeszkadzały jej tak, jak fakt, że musiała poprosić kogoś o pomoc. Poprzednie polowania, walka z synem - we wszystkich tych sytuacjach poradziła sobie sama, dzisiaj jednak... cóż, przesadziła. Wiedziała o tym już wcześniej, a mimo to postanowiła i musiała ponieść konsekwencje.
Na zaróżowionym od posoki pysku przez pewien jeszcze czas widoczny był lekki grymas, ale gdy Jaśmin uporał się z większością ran, rysy jasnego lica wygładziły się, przedstawiając całkiem atrakcyjne, bo nie wykrzywione w gniewie oblicze.
- Dziękuję. - mruknęła, a choć fakt, że była zdana na czyjąś łaskę wciąż jej przeszkadzał, nigdy nie miała problemu z wypowiadaniem tego jednego, acz dla wielu magicznego słowa.
Nie przedstawiła się jednak. Nie mówiła nic więcej, nigdy nie będąc szczególnie rozmowną. Jeżeli ktokolwiek chciał się czegoś o niej dowiedzieć, musiał zapytać.
_________________
Jam czarna śmierć
Śmierć w oczach wrogich paszcz
p o d d a j c i e
. s i ę
Świat był zawsze nasz

Zwabiony podstępem w ufności przymierze
zapłacił za miłość choć jest tylko zwierzem
teraz krwią zbroczony, wylizuje rany,
ale serce bije, nie jest pokonany
Zawył ponad ciszą i las go wysłuchał,
wieki całe miną nim znowu zaufa


Oto akt, w którym
za chwil kilka...

...OWCA..POŻRE..WILKA
 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-11, 20:02   
   Serca: Nie posiada.


Dopóty hoża głowa rodu Asów nie rozwarła pyska w odpowiedzi, zacząłem szukać jakiegoś szorstkiego materiału w celu zmycia z jej szaty powoli zasychającej szkarłatnej posoki, tak bardzo ją oszpecającej. Gdy już znalazłem grubą tkaninę pod mnogością medycznych szpargałów, namoczyłem ją w wodzie niedopitej przez poprzedniego pacjenta oraz przystąpiłem do swoistego pucowania. Jeździłem gąbką po każdym ubrudzonym fragmencie ciała uważając, by ciecz nie skapnęła na podłogę i żebym przypadkiem nie ściągnął nałożonej maści, która dopiero co zaczynała się wchłaniać. Scáthach mogła mieć wyrzuty, że nadto naruszam jej przestrzeń osobistą przez wzgląd na trudne dni, lecz wykonywałem tylko to, co należało do obowiązków szamana, czerpiąc jednakowoż przy tych drobnych ekscesach z wilczycą pewną dozę uciechy, która miała swoje podwaliny i której za wszelką cenę nie chciałem - albo wręcz nie mogłem - okazywać.
Po skończonym czyszczeniu wycisnąłem z myjki resztki wody przemieszanej z juchą na dwór, położyłem na zgromadzonym listowiu, coby szybciej wyschła i otaksowałem sinozielonym wzrokiem w dalszym ciągu leżącą niewiastę. Widząc, że jej sierść nabrała zdrowego blasku, odwróciłem natychmiast spojrzenie gdzieś na sklepienie pomieszczenia. Odganiałem od siebie natarczywie powracające zbereźne myśli, z marnym skutkiem. Byłem tylko basiorem, alfa dobrze o tym wiedziała, a mimo to nadal tu przebywała i skazywała mnie tym samym na udrękę. Nie była w aż tak tragicznym stanie, żeby nie móc chodzić. Rzecz jasna nie wyganiałem jej, ale miałem tylko cichą nadzieję, że jej wizyta nie przedłuży się w czasie i że nie odejdę przez nią od zmysłów. Źle to by się skończyło dla mojej kariery lekarskiej.
- Nie omówiliśmy kwestii zapłaty. - wciągnąłem powietrze do płuc ze świstem i wypuściłem w tym samym tempie. - Wybacz za bezpośredniość, atoli bezinteresowność nie jest moją mocną stroną. - bez ogródek, krótko i na temat. Byłem niezmiernie ciekaw, co też mogła mi zaproponować. Rozgłos i dobre zdanie przekazałem już samotnikowi. Liczyłem na coś na kształt pomocy przy zbieraniu ziół między politycznymi obowiązkami, ale nie miałem nic przeciwko innym ofertom, które mogłyby mnie zaskoczyć i nad którymi warto by było się porządnie zastanowić.
_________________
Everybody wants to go to
H e a v e n
But nobody wants to. d i e

Set my world ablaze
Watch me burn
Why explore the universe,
When we don't know ourselves?
There's an emptiness
inside our heads, that no-one
dares to dwell

We are powerless
 
 
     
Scáthach 
Samica Alfa
Aquilone
Tańcząca na zgliszczach



KSIĘŻYCE: 66
CIECZKA: Czas Martwej Natury ; Czas Chłodnych Poranków
CIĄŻA: Tak{o. Jaśmin}
RODZINA: Jaeger{ojciec}|Imbir{brat}|Tighernän, Keezhekoni, Sapphire{kuzyni}|Cahhire; Andromeda; Vanadis; Voyager; Aaralyn{bratankowie/bratanice}|Chikara{kuzyn} |Nezeav, Nemo, Kakashi, Berelain, Rägnar{dzieci} | Cheza{ciotka}
SYMPATIA: Together as one, against all others ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Pozbawione barwnika włosie, krwiste ślepia
MOC MAGICZNA: RUNY: Thurisaz, za sprawą której jest w stanie wywołać u swego przeciwnika uciążliwą senność i zawroty głowy, które utrudniają racjonalne myślenie(możliwość użycia mocy runy jednorazowo na każdą walkę) i Ansuz, która obdarza waderę natchnioną mową ALFA: raz dziennie może uleczyć dowolnego wilka, przywracając mu aż 40 pkt życia GŁOWA RODU ASÓW: zmuszenie dowolnego wilka do wykonania jakiejś czynności, narzucenie mu swojej woli + towarzyszący jej Hugin i Munin
RÓD: Asów

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 99/105

Dołączyła: 14 Mar 2015
Posty: 405
Wysłany: 2015-05-23, 15:24   
   Multikonta: Björn, Seraphiel
   Pozwolenia: Runy
   Serca: 3


Gdy Druid odstąpił od Scathach, ta dźwignęła się z posłania. Zwilżona sierść połyskiwała nieco, uwydatniając dobrze zarysowane, smukłe mięśnie i nienagannej budowy sylwetkę samicy. Nietrudno było zauważyć, że dotyk Jaśmina nie peszył jej w żadnym wypadku, jego spojrzenia zaś przyjmowała z wyuczoną przez lata obojętnością. Przywykła do przedmiotowości, z jaką niekiedy się do niej odnoszono, bo choć patrzący nań w ten sposób często ponosili tego konsekwencje, nie zniechęcali się, jej swoiste upodobania uważając za pociągające. Może właśnie dzięki temu teraz zdawała sobie sprawę z 'broni', jaką dysponowała, a że potrafiła świadomie z niej korzystać, wiedziała, co mogą nieść za sobą pozornie niewinne spojrzenia oraz nadmierne zainteresowanie Druida. Już od pewnego czasu analizowała sygnały, jakie jej wysyłał i szukała w nich punktów zaczepienia. Miała co prawda na tyle inteligencji, by wiedzieć, że nie na wszystko może sobie pozwolić, nie zamykając basiora w pewnego rodzaju ramach, nie znaczyło to jednak, że nie widziała, jak zachowywał się względem jej osoby. Na wzmiankę o zapłacie, uniosła więc kącik pyska.
- Odnoszę wrażenie, że materialne rzeczy na tę chwilę nie mają dla Ciebie większego znaczenia. Zdaje się, że interesuje Cię coś zgoła innego. - pomoc w zbieraniu ziół prawdopodobnie nie była dla niego najistotniejsza, choć i ją mogła mu zapewnić.
Chcąc uzgodnić szczegóły, Aquilone ruszyła w kierunku Jaśmina. Jej ruchy były wyuczonymi na pamięć elementami, które znała tak dobrze, że niemal weszły jej w nawyk. Posiadła ten uroczy zwyczaj tworzenia otoczki subtelnej delikatności i spokoju, gdy tymczasem wnętrze trawione było zepsuciem. Czerpała z tego swoistą uciechę.
Okrążyła basiora, bawiąc się swoim ciałem i mimiką, a stanąwszy nienaturalnie blisko niego, zawiesiła na sinozielonych ślepiach roziskrzone spojrzenie, mimo wszystko wpatrując się weń pewnie i stanowczo. Ciężki niczym ołów wzrok nie pozwolił jednak przyćmić piękna kształtem przypominających migdały oczu. W swej barwie lawirowały pomiędzy ognistą czerwienią, a intensywnym pomarańczem, opasane były zaś liniami ciemnych rzęs. Obrazu tego dopełniała nuta charakterystycznych ogników palących się gdzieś wewnątrz tęczówek z siłą i żarem, który w połączeniu z subtelnością rys samiczego ciała tworzył obraz majestatu i szlachetności. Niektórzy śmiało mogliby stwierdzić, iż budziła zaufanie. Urodziwym osobistościom bowiem ulega się łatwiej, zazwyczaj przypisując im równie piękne cechy.
_________________
Jam czarna śmierć
Śmierć w oczach wrogich paszcz
p o d d a j c i e
. s i ę
Świat był zawsze nasz

Zwabiony podstępem w ufności przymierze
zapłacił za miłość choć jest tylko zwierzem
teraz krwią zbroczony, wylizuje rany,
ale serce bije, nie jest pokonany
Zawył ponad ciszą i las go wysłuchał,
wieki całe miną nim znowu zaufa


Oto akt, w którym
za chwil kilka...

...OWCA..POŻRE..WILKA
 
     
Jaśmin 
Druid


KSIĘŻYCE: Szesnaście.
CIECZKA: Nie dotyczy.
CIĄŻA: Nie dotyczy.
RODZINA: Biologiczna na bezdrożach gehenny, z przyszywanej za wiele nie zostało.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Biszkoptowe futro, zielone oczy z domieszkami brązu i szarości.
EKWIPUNEK: 1 jagoda, 2 liście aloesowe.
MOC MAGICZNA: Potrafi dziennie przywrócić 10 punktów życia dowolnemu wilkowi.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 6
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 1
Punkty Życia: 100

Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 47
Wysłany: 2015-05-24, 12:47   
   Serca: Nie posiada.


Wodziłem nerwowo wzrokiem po całym sklepieniu wigwamu, przyglądając się pretensjonalnie każdej, choćby najmniejszej martwej tkance służącej za płachtę, tocząc wewnętrzną walkę między zdrowym rozsądkiem, a pożądaniem, które targało już całym mym ciałem. Z minuty na minutę coraz bardziej chciałem wyprosić z lecznicy starszą od siebie pannę, ale nie uczyniłem tego, albowiem ta wreszcie zabrała głos. Dłużące się oczekiwanie na jakikolwiek komentarz było dla mnie nie lada utrapieniem, lecz podminowane nerwy w pewnej mierze ukoiła treść ostatnich słów czerwonookiej. Jasnym było, że szukanie flory było najmniej istotną rzeczą, jakiej od niej oczekiwałem. Przykrywką dla większych, filuternych celów z mojej strony. Gdy dłużniczka stanęła tuż przed moim obliczem, świdrując je swym spojrzeniem, przyjrzałem jej się dokładnie. Nie miałem pojęcia, jaka była naprawdę, póki co zachwycałem się jedynie jej nieprzeciętną aparycją. Sierść szlachetnej barwy spływała od kręgosłupa niemal do samej ziemi, a krwiste zwierciadła duszy spoglądały na mnie zadziornie. Widok ten starałem się jak najdłużej zapamiętać, powracać do niego w trudnych chwilach. Nigdy bym nie przypuszczał, że wilczyca tylko zgrywała pokorną i łagodną. Ja nie kryłem się ze swoim haniebnym usposobieniem, byłem naturalny, choć daleko nam było do wilków z Thalmoru. Wracając. Przerywając bierną i przydługą chwilę powstałem z ziemi i obszedłem z wolna Aquilone, przejechawszy jednym z pazurów po jej żebrach, niczym po strunach średniowiecznej harfy. Powstała tam cienka rysa, jednak nie na tylko głęboka, aby mogła z niej ulecieć krew, dopiero co zmyta z śnieżnobiałego futra. Zatrzymałem się naprzeciwko zgrabnego zadu uśmiechając się półgębkiem, zdradzając swe zamiary, pewnie i tak wcześniej odkryte przez alfę.
- Jako iż najpewniej mamy to samo na myśli oraz przez wzgląd na samą wspomnianą propozycję. - celowo nie dokończyłem zdania, zniżając lekko łeb i podchodząc doń jeszcze bliżej. - Uznam to za twoją zgodę. - powiedziałem i przystąpiłem do słabego kąsania wadery w wewnętrzne partie ud. Później - coby nie zwlekać - przeniosłem pieszczoty na pachwiny, a na samym końcu skupiłem się na kuszącej kobiecości. Tam jednak hołubienie kłami zastąpiłem sprawnymi ruchami języka. Cieszyłem się z tych drobnych zabiegów jak małe dziecko. Sprawiałem wrażenie obytego w sprawach seksu, choć miałem z tym styczność pierwszy raz w życiu. Wciągnąłem do płuc ostatni spory haust powietrza ze słodką wonią cieczki tudzież wdrapałem się na Scáthach, obejmując obiema przednimi łapami jej tors, a łbem zaokrąglając jej szyję. Mimo, że nie należała do najmniejszych i tak pokryłem ją całą swoją sylwetką, mając w nosie jeszcze niedoschniętą maść na ranach. Doczekawszy się ewentualnego znaku, że mogę zaczynać, chociażby w postaci kiwnięcia głową, zanurzyłem się w niej. Stęknąłem cicho. To, co wtedy odczuwałem, nie można było opisać żadnymi słowami. W pewnym momencie rozpocząłem taniec dwóch nagich ciał, z początku ślamazarnie, może nawet i nieporadnie, potem stając się agresywniejszym, dając się ponieść i mocno napierając na białolicą. Przez cały czas szeptałem do jednego z jej radarów podniecające pochlebstwa, bądź i też uderzałem polanem o jej pośladki oraz podbrzusze. Nagle mogła poczuć, jak od środka zalewa ją przyjemna i ciepła fala, zwiastująca przyszłe potomstwo. Niezmiernie radowała mnie myśl, że moja latorośl będzie stać w kolejce do objęcia władzy. O ile piękna nałożnica się ich rzecz jasna nie pozbędzie w jakiś sposób.
- Jesteśmy kwita. Możesz odejść, jeśli chcesz. - poczekałem, aż życiodajny płyn zapełni żeński organ i przypadkiem z niego nie wyleci, a następnie zszedłem z samicy, dając jej trochę odetchnąć.
_________________
Everybody wants to go to
H e a v e n
But nobody wants to. d i e

Set my world ablaze
Watch me burn
Why explore the universe,
When we don't know ourselves?
There's an emptiness
inside our heads, that no-one
dares to dwell

We are powerless
 
 
     
Scáthach 
Samica Alfa
Aquilone
Tańcząca na zgliszczach



KSIĘŻYCE: 66
CIECZKA: Czas Martwej Natury ; Czas Chłodnych Poranków
CIĄŻA: Tak{o. Jaśmin}
RODZINA: Jaeger{ojciec}|Imbir{brat}|Tighernän, Keezhekoni, Sapphire{kuzyni}|Cahhire; Andromeda; Vanadis; Voyager; Aaralyn{bratankowie/bratanice}|Chikara{kuzyn} |Nezeav, Nemo, Kakashi, Berelain, Rägnar{dzieci} | Cheza{ciotka}
SYMPATIA: Together as one, against all others ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Pozbawione barwnika włosie, krwiste ślepia
MOC MAGICZNA: RUNY: Thurisaz, za sprawą której jest w stanie wywołać u swego przeciwnika uciążliwą senność i zawroty głowy, które utrudniają racjonalne myślenie(możliwość użycia mocy runy jednorazowo na każdą walkę) i Ansuz, która obdarza waderę natchnioną mową ALFA: raz dziennie może uleczyć dowolnego wilka, przywracając mu aż 40 pkt życia GŁOWA RODU ASÓW: zmuszenie dowolnego wilka do wykonania jakiejś czynności, narzucenie mu swojej woli + towarzyszący jej Hugin i Munin
RÓD: Asów

SIŁA: 5
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 99/105

Dołączyła: 14 Mar 2015
Posty: 405
Wysłany: 2015-05-25, 20:53   
   Multikonta: Björn, Seraphiel
   Pozwolenia: Runy
   Serca: 3


Nic dziwnego, że Jaśmin nie mógł dostrzec koszmaru, był bowiem ubrany w maskę niewinnego marzenia, której nie sposób było ze Scathach zerwać. Grę aktorską opanowała bowiem do perfekcji, prawdziwą naturę skrywając niekiedy również przed najbliższymi. Nawet teraz, choć pozostawała w sferze intymnych pieszczot, przy każdym ruchu podkreślając swoje atuty, myślała o tym z jaką ufnością Jaśmin pozwalał pieścić swoje ciało. Dotykała jego szyi i miejsc, w których mogłaby zabić go jednym płynnym ruchem. Mimo to nie miała takiego zamiaru, czego najlepszym dowodem była widoczna w czerwonych zwierciadłach potrzeba zbliżenia narastająca, ilekroć napotykały jego rozpalone, lubieżne spojrzenie. Dodatkowo swoim ruchem nieustannie cieszyła oczy, zapewne nakręcając go na siebie jeszcze bardziej i choć była to raczej kwestia instynktu, aniżeli coś, na co aktualnie miała wpływ, osiągnęła swój cel, gdy basior skierował się na tyły swej kochanki, chwilę później z lubością zajmując się okolicami jej kobiecości. Masował ciało białolicej w delikatnych pieszczotach, które dreszczem roznosiły się po całym jej ciele, niekiedy wyciskając z białego pyska pojedyncze jęki.
Czując na sobie ciężar samca, Aquilone rozstawiła szerzej nogi, chcąc ułatwić mu dostęp do siebie, a dostrzegłszy tę chwilę wahania, cofnęła się nieco, by wejść pod druida jeszcze głębiej, jednocześnie nabijając się na jego męskość w mało delikatny sposób. Stłumione stęknięcie rozniosło się po wigwamie, kiedy basior wsunął się do końca, zaczynając poruszać się powoli, choć głęboko, każdym swoim centymetrem chłonąc bliskość kochanki. Mimo że na początku w jego ruchach brakowało ogłady, z czasem znalazł właściwy rytm, samica zaś zaparła się wówczas, zapewniając basiorowi stabilność, nawet gdy przyszło mu zachowywać się agresywniej. Z łatwością mógł też zauważyć, że szybsze, być może nieco bolesne tempo w ogóle jej nie przeszkadza, kłócąc się z delikatnością, którą dotychczas sobą reprezentowała, choć wątpliwym było, by jakkolwiek mu to przeszkadzało - w ten sposób była bowiem w stanie w pełni go zaspokoić.
Sapnęła raz jeszcze, czując, jak wypełnia ją nasienie Jaśmina, po czym zarzuciła jasną kitą, rozluźniając mięśnie i ścięgna, które do teraz pracowały nieustannie, utrzymując ciężar basiora.
- Wrócę, gdy będzie trzeba. - odparła, mając oczywiście na myśli moment, w którym szczeniaki będą chciały poznać ojca.
On sam również mógł się do niej pokwapić, póki co nie miała jednak pewności, czy zechce poznać młode, ona sama zaś nigdy nie miała problemów z samotnym ich wychowywaniem, nie zamierzała więc prosić o pomoc. /zt
_________________
Jam czarna śmierć
Śmierć w oczach wrogich paszcz
p o d d a j c i e
. s i ę
Świat był zawsze nasz

Zwabiony podstępem w ufności przymierze
zapłacił za miłość choć jest tylko zwierzem
teraz krwią zbroczony, wylizuje rany,
ale serce bije, nie jest pokonany
Zawył ponad ciszą i las go wysłuchał,
wieki całe miną nim znowu zaufa


Oto akt, w którym
za chwil kilka...

...OWCA..POŻRE..WILKA
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





Administratorzy - Phrias & Silmarila


Bannery

www.wolv.aaf.pl Król Lew Wild Land AAF AXIS MUNDI Spirit Animals World BlackButler Image and video hosting by TinyPic Beznazwy.png Xavier's School Keneari Aqud Image and video hosting by TinyPic

Strona wygenerowana w 15,46 sekund. Zapytań do SQL: 8