Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Vysselis Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Phrias
2015-03-25, 01:07
Różane Wzgórze
Autor Wiadomość
Kakashi 
Generał
Unblemished Angel



KSIĘŻYCE: Siedemnaście mgnień wiosny
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: no co wy? serio?
RODZINA: Scáthach i Mikael {rodziciele}; Nemo
ZNAKI SZCZEGÓLNE: nieskazitelna biel futra, błękitne ślepia
MOC MAGICZNA: Zwykli członkowie Asów są w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc mogą narzucić mu swą wolę
RÓD: Asów

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 14 Mar 2015
Posty: 120
Wysłany: 2015-04-16, 21:35   
   Multikonta: Chikara, Lurii
   Pozwolenia: Wilcze omamy
   Serca: nul


Kakashi stał jak stał, niczym niewzruszony głaz, ani się nie poruszył na krok ani jeden mu mięsień na pysku drgnął. Na słowa i zachowanie Omena zagregował taką samą miną jaką miał na swoim avatrze.
Wyrażała ona tylko: acha, jasne serio, nie ściemniasz, przynudzasz. Był znudzony, tak bardzo znudzony zachowaniem szarego wilka, który był niczym zdarta płyta puszczona setny raz. Szczerze nie uważał Duchesse za splugawionego czy gorszego od siebie. Brązowy był po prostu inny, bał się i tyle. Nie miał w sobie tyle odwagi, ale to się czasem u wilków zdarzało. Może z wiekiem mu przejdzie. Kakashi nigdy nie szufladkował i nie wrzucał wszystkich do jednego worka, mierząc miarą szarego. Jego zmrużone oczy śledziły Omena. Zatem nie był spod ziemi, był z armii południa, dobrze wiedzieć. Szybko zapamiętał jego zapach. Jednak matka miała rację, oprócz bogatego słownictwa wyrazów o negatywnym zabarwieniu i mieszania z błotem każdego kto się nawinie, a nie był z ich armii południowcy nie wykazywali się niczym szczególnym. Byli w rzeczy samej nudni. Kakashi zauważył, że byli mocni w gębie, a pod futrem a wewnętrznie podszyci tchórzem, którzy nie potrafili nic przedsięwziąć. Biały basiorek zachował milczenie, nie miał ochoty zniżać się do poziomy swojego rozmówcy i wdawać się w nim niepotrzebne dyskusje. Oblizał wargi. Zastawiał się czy nadęty, pyszny szary szczeniak zaraz się tak nie nadmie jak balon i nie zrobi bum pękając od nadmiaru swojej pychy. Co jakiś czas bacznie zerkał na brązowego. Szczerze tylko on go trzymał w tym miejscu. Gdyby nie Duchesse Kakashi dawno by sobie poszedł i poszukał ciekawszego towarzystwa do rozmów i wspólnej zabawy. Kątem oka śledził poczynania czarnego, który zaczął okrążać Omena. Co jak co wyglądało to jak prowokacja ze strony czarnego, ciekawy czy szary da się sprowokować i rozpocznie bójkę.
 
     
Berelain 
Uzdrowiciel



KSIĘŻYCE: 18
CIECZKA: Czas Potężnej Burzy; Czas Śnieżnych Zamieci
CIĄŻA: Nje
RODZINA: Scáthach {mama} | Mikael {tata} | Nezeav, Kakashi, Nemo, Rägnar {rodzeństwo}
SYMPATIA: Nikt
ZNAKI SZCZEGÓLNE: ~ Brązowa sierść i karminowe oczy.
MOC MAGICZNA: RÓD ASÓW ~ Jest w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc może narzucić mu swą wolę. UZDROWICIEL ~ Jednego dnia może przywrócić danemu wilkowi 15% HP.
RÓD: Asów

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 30 Mar 2015
Posty: 62
Wysłany: 2015-04-17, 09:14   
   Multikonta: Kemithra, Kavlish, Thalv'ar
   Serca: 0 serc


Szłam całkiem pewnym krokiem, nie miałam już problemów z odpowiednim stawianiem łap. Prowadziła mnie woń brata, który bez wiedzy rodziców opuścił dom. Moje karminowe oczy czujnie wertowały okolicę, z nadzieją prędkiego ujrzenia Kakashiego i zgarnięcia go spowrotem do jaskini. Nie powinien się tak oddalać...
Nagle ujrzałam go. Lecz nie był sam, oprócz niego znajdowała się tu dwójka innych szczeniąt oraz młody basior. Jego woń niespecjalnie przypadła mi do gustu i zmarszczyłam nos z niezadowoleniem.
- Kakashi. Nie rozmawiaj z nim, nie warto...
Poinformowałam go, wychodząc z "ukrycia". Zmierzyłam nieznajomego Południowca chłodnym spojrzeniem, po czym spojrzałam na brata. Usłyszałam urywek ich rozmowy jakieś dziesięć sekund temu, i nie byłam zadowolona z tego, jak ten basior się do niego zwraca. Do potomka Alfy?! Jak mama się dowie...
- Kim on jest, żeby tak się do Ciebie odzywać? Nie powinieneś mu na to pozwalać. Najrozsądniej byłoby po prostu wrócić do domu, a jego zostawić z sobie wartymi. Rodzice nie wiedzą, gdzie jesteśmy, pewnie się zamartwiają, a Ty tu sobie jakieś kłótnie urządzasz?!
Upomniałam go, zawiedziona bezmyślnym zachowaniem Kakashiego. Ten zapchlony wilk nie miał prawa tak się do niego odzywać, ale i brat nie był tu bez winy. Pewnie go zaczepiał, czy coś... Nie mam pojęcia. Najchętniej już bym wróciła, nikt nie wie o naszym wyjściu...
 
     
Duchesse 
Samotnik



KSIĘŻYCE: 16.
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Naranlea [matka]; Tighernan [ojciec]; Viserys, Nilvaren [bracia]; Leilani, Liivrah [siostry].
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2.
ZRĘCZNOŚĆ: 3.
PERCEPCJA: 3.
Punkty Życia: 100.

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 36
Wysłany: 2015-04-17, 19:49   
   Multikonta: Duszka.
   Serca: brak.


Chyba zaczął coś kumać. Tak, niewątpliwie zrozumiał, że jest tu wszechstronnie źle widziany. Nawet w oczach brata spadł chyba poniżej najniższego stopnia. A on przecież nic nie zrobił... Cóż, prawdopodobnie to właśnie dlatego. Ale co, miał się bić? Kłócić się? Dlaczego nie mógł okazać strachu?
Bo ukazując strach zostaniesz zniszczony.
Źle mu się zrobiło. A właściwie to gorzej, bo źle to już i wcześniej było. Nie czuł się przerażony, ale zawstydzony. Idiota, wyszedł na cholernego idiotę. Chyba się tym odrobinę przejął. Gdyby był pewniejszy siebie zapewne by to wszystko zignorował. Albo w ogóle zachował się inaczej.
- Chyba już lepiej pójdę - mruknął, ignorując pytanie Rhysa. Starał się, aby jego ton wyrażał zimną obojętność, aczkolwiek wyszło mu to dość beznadziejnie. Odwrócił się i powolnym krokiem ruszył w stronę, z której przybył, a w każdym razie zdawało mu się, iż to ta droga. Miał szczerą ochotę rzucić się biegiem przed siebie. Ledwo dawał radę w walce z własnymi łzami, które koniecznie chciały zacząć spływać po jego policzkach, ukazując ich właściciela w jeszcze gorszym świetle, o ile tylko było to możliwe. I gardło... ściśnięte, nie pozwoliłoby samcowi wydobyć z siebie kolejnych słów. Dopiero kiedy znalazł się daleko, za daleko dla oczu tamtych szczeniaków, pozwolił sobie to wszystko z siebie wydusić. Ten żal, tą złość, przygnębienie, nienawiść do wszystkich, wszystkich łącznie z samym sobą. Chwilowo miał dość, zwyczajnie dość.
Nie słuchając swych zmęczonych łap, biegł jak najszybciej potrafił, ledwo widząc poprzez łzy. Opuścił różane wzgórze, jego okolice, ale nie przestał biec.

z.t.
_________________
{{http://oi62.tinypic.com/jpxy5h.jpg}}
 
     
Kakashi 
Generał
Unblemished Angel



KSIĘŻYCE: Siedemnaście mgnień wiosny
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: no co wy? serio?
RODZINA: Scáthach i Mikael {rodziciele}; Nemo
ZNAKI SZCZEGÓLNE: nieskazitelna biel futra, błękitne ślepia
MOC MAGICZNA: Zwykli członkowie Asów są w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc mogą narzucić mu swą wolę
RÓD: Asów

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 14 Mar 2015
Posty: 120
Wysłany: 2015-04-17, 20:57   
   Multikonta: Chikara, Lurii
   Pozwolenia: Wilcze omamy
   Serca: nul


Dopiero kiedy jego siostra pojawiła się na usłanym różami wzgórzu, na jego pysku pojawiły się jakieś strzępki reakcji inne niż znudzenie, ni to zdziwienie, ni to radość z powodu jej obecności. Co jak co nie spodziewał się, że pójdzie jego tropem i dotrze za nim aż tutaj. Osobiście nie zdziwił się jej reakcji, chyba z całego miotu ona najbardziej była poprzypominała matkę. Kakashi zaś miał anielską cierpliwość i by go zdenerwować i oprowadzić do stanu wrzenia trzeba by nie lada umiejętności i byłby to wyczyn, dlatego nie przejął się uwagami również siostry. Olał je totalnie. Przewrócił oczami gdy został przez nią skarcony. Wiedział kim jest i skąd pochodzi Berlalain nie musiała mu o tym przypominać, ale chciał sam na to zasłużyć a nie samym pochodzeniem się chwalić na prawo i lewo. Czyny świadczyły więcej niż słowa, będzie ku temu jeszcze okazja by pokazać co i jak.
- Spokojnie Berelain serio, weź głęboki oddech nie ma się czym denerwować. - nachylił się i rzekł jej do ucha. Spojrzał na Duchesse, chyba ten coś zaczął kapować, albo jakaś duma obudziła się w jego wnętrzu bo w końcu zebrał w sobie tą resztę odwagi, którą miał głęboko zakopaną pod trzęsącym się futrem, wstał i zaczął się oddalać. To było mądre posunięcie. Chyba nie było mu z tym dobrze, ale dostał lekcję życia, może coś z tego wyniesie. Z drugiej strony Kakashi też nie był niczyją niańką, zbroił to co do niego należało przeto też sumienie miał czyste. Spojrzał w niebo, które przybierało z każda chwilą mocniejszej grantowej barwy. Zbliżała się noc, a Kakashi nie miał ochoty tutaj zostawać, zwłaszcza że za towarzystwo robiło dwóch nieprzychylnych mu basiorów. Towarzystwo było drętwe i raczej nieskore do wspólnych przyjacielskich rozmów czy zabaw.
Nic tu po mnie. – pomyślał biały. Bez zbędnego słowa odwrócił i się i też zaczął się oddalać tyle że w innym kierunku niż Duchesse.

z/t
 
     
Nocny Omen 
Generał
take my hand



KSIĘŻYCE: 18 księżycy
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Cień Wiatru [*] (ojciec) & Silmarila [*](matka), Tancerz Ostrzy & Siewca Wiatru (bracia), Czarna Perła & Valhile (siostry)
SYMPATIA: O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski, niepokonany nigdy i zawsze zwycięski{Saiarlie}
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Oczy wyjęte z otchłani piekielnych bram.
MOC MAGICZNA: Głowa Rodu może zapłodnić samicę we śnie, nie budząc jej (jeśli jakaś wyraźnie napisała, że zasnęła w którymś temacie na forum).
RÓD: Lubieżności

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 116
Wysłany: 2015-04-17, 21:50   
   Multikonta: Solitario
   Pozwolenia: Niepoprawny Kusiciel
   Serca: 0 serc


Za szybko się to wszystko potoczyło, zdecydowanie za szybko. Nie było możliwości zabawy, ani wykazania się w jakikolwiek sposób, to nie tak miało być. Nie wszystko więc poszło zgodnie z planem, Nocny Omen miał wrażenie że powoli robi się tu przedszkole, a grupy zostały podzielone na te słabsze i silniejsze jednostki. Ta słabsze pomagają sobie nawzajem, a silniejsze działają same - doskonałe połączenie. Słuchał słów białego basiora mimowolnie, w rzeczywistości jednak puszczał to mimo uszu. Żadne parszywe robactwo nie będzie mu rozkazywać, ale ignorować również nie mógł. Oblizał pysk, spragniony jeszcze większej słownej wojny, która powodowała że czuł się coraz bardziej spełniony jednak nie na tyle aby odejść tak bez pożegnania, niestety. Jednak gdy basior o intensywnie czerwonych oczach odezwał się, Omen znów się roześmiał. Czarna panienka myślała że zaistnieje, jednakże blask który emanował od nich, mógł objąć tylko jednego.
-Owszem robaczku, masz rację..Nie będziesz. - wycharczał próbując przebić się przez jego bębenki uszne, aby tylko zwijał się w bólu w delikatniej agonii. Oh, jakież to było złe a zarazem urocze. Jak najprędzej musiał opowiedzieć matce, o tym jakich degeneratów spotkał na swojej drodze. Nagle jednak kolejny przełom, do ich szczęśliwego kręgu dołączyło kolejne szczenię. Pachniało tak samo jak biały basior, z kolejnymi chwilami drażniło mu to zmysł węchu. Gdy owa nowa "towarzyska" zaczęła mówić, Nocny Omen milczał, miał wrażenie że to coś wcieliło się w rolę katarynki a on nie lubił takich rzeczy, oj nie. Stało się więc to co już dawno powinno się stać, brązowy basior, ten okropny przykład wilczego gatunku skierował się w przeciwną stronę, prawdopodobnie miał dość a zabawa nawet się jeszcze nie rozkręciła, czyż to nieprzyjemnie jest usłyszeć słowa prawdy, niż być kłamanym? O losie nieszczęsny, jak mogłeś pozbawić zajęcia południowca, jak?
-Idź poczwaro, idź za nim. W biały dzień tak płochliwy zwierz może być pożarty, nie wiadomo czy nawet dożyje jutra, nie tylko ciemność jest wrogiem. - Patrzył na Rhysa jakby próbował wbić do jego głowy, chciał wiedzieć co teraz myśli, pragnął tej wiedzy. Czemu on jeszcze nie szedł? Co go tu trzymało? Może niedługo się przekona jakim to jest tchórzem chcąc żyć samotnie, izolując się od niebezpieczeństwa wokół aby tylko przeżyć.
-Niech ci wszelakie żywioły sprzyjają przyjacielu, teraz jesteś małą larwą ale za jakiś czas z tej larwy powstanie silny motyl. Jednak silny, nie broni wiecznie tchórza, prawda?
_________________

Rodzina ma należy do łowców prawdy, cierpienie w twym sercu,
dokucza twej krwi {nie zliczysz jej} Jestem tym niezwyciężonym,
zburzę mur. Poczuj swój wybór, wywalcz swoją drogę
przez pojedynczą cząsteczkę i trudne szlaki {Szczenię > Młodzieniec>Zwykły Wilk>Wartownik>Generał}
Kocham cię. Proś o więcej jeśli chcesz... Co płonąć ma?
Wskaż tylko mi... Wybierz mądrze... Już się tli{Saiarlie}

Należysz do łowców prawdy.
Cierpienie w twym sercu dokucza twej krwi.
Wolność woła do zebrania królów, ale ty
zachowaszżywą na zawsze

NIGDY NIE PODĄŻAJ
żyj by prowadzić

 
     
Rhys 
Samotnik



KSIĘŻYCE: piętnaście.
CIECZKA: nie dotyczy.
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Lhiapia - przygarnięta mama, Duchesse - przygarnięty brat.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 4
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 35
Wysłany: 2015-04-17, 23:10   
   Serca: ani jednego, w piersi też nie znajdziesz!


Wszystko wskazywało na to, że Różane Wzgórze zostało oficjalną latarnią morską przywołującą zbłąkane szczenięta. Pięknie. Odwrócił łeb w kierunku Berelain, mierząc ją wzrokiem. Biały był jej bratem i w dodatku nazywał się Kakashi? Poważnie? Został podwójnie skrzywdzony.
Tak, tak, Kakashi, idź. Rodzice się martwią, jeszcze przyprawisz ich o kilka siwych włosów... Następnym razem poinformuj ich o tym, gdzie się wybierasz, dobrze? — uśmiechnął się rozbawiony. Ta irytacja tej małej naprawdę była zabawna, a to, że on jej jeszcze posłuchał... szczyt. W jednej chwili z jego pyska zniknęły jakiekolwiek emocje, przekrzywił lekko łeb w bok — Gdybym miał tak upierdliwą siostrę jak Ty, poderżnąłbym jej gardło — urwał, błądząc wzrokiem po ziemi — albo uciął język — dodał po chwili, wbijając w nią natarczywy wzrok — Nie odpowiadaj, po prostu stąd idź. Jeszcze spadłaby Ci korona z łepka, księżniczko, a tego bym nie chciał — uśmiechnął się przy tym najsłodziej jak tylko umiał.
I nagle do jego uszu dobiegł głos brata. Chyba lepiej już pójdzie? Co on sobie w tym momencie myślał? Że najlepszym rozwiązaniem jest ucieczka z podkulonym ogonem? Kto go tego nauczył? Ach, tak. Lhiapia — Gdzie Ty się wybierasz, jeszcze nie skończy... — urwał widząc, że Duchesse odchodzi i najwyraźniej ma gdzieś to, co czerwonooki do niego mówi. Jego łuki brwiowe gwałtownie poszły w górę ze zdziwienia. Nie wiedział, co tak naprawdę powinien teraz zrobić. Pójść za nim? Jeżeli tak, to co dalej? Samemu wymierzyć mu karę za to całe zamieszanie, skoro Nocny Omen niezbyt się do tego garnął? Może powinien był się nie wtrącać, a pozwolić Południowemu na danie bratu nauczki? Był zdezorientowany, co wyraźnie było po nim widać. Miał ochotę rozszarpać Duszka, lepiej niech nie pokazuje mu się na oczy w najbliższym czasie bo to nie będzie miłe spotkanie.
Usiadł zrezygnowany, sam ignorując słowa Nocnego Omena, który był teraz jego najmniejszym problemem. Przygryzł nerwowo wargę, cały czas pozostając w szoku. Najadł się dzisiaj tyle wstydu, że wystarczy mu po wsze czasy.
Południowiec znał ładne słowa, umiał ich używać, wygrażać czego to on by nie zrobił, kim on to nie jest. Gorzej było z pokryciem tych słów. Nie palił się do bójki, choć Rhys uparcie próbował go sprowokować — Niech więc tak będzie, wyświadczy mi tylko przysługę — odparł. Sam nie wiedział, czy naprawdę chciał krzywdy Duchesse'a czy powiedział tak tylko w złości. Westchnął i wstał, robiąc kilka kroków ku szaremu — Mówiłem poważnie, idź stąd. Ofiara Ci zwiała, tutaj kolejnej sobie nie znajdziesz, robaczku — rzekł, ostatnie słowo wyszeptując wprost do jego ucha, po czym uśmiechnął się i cofnął. Był zmęczony tym wszystkim i czekał, aż Nocny opuści to miejsce. Sam tego pierwszy nie zrobi, dla zasady, oczywiście.
 
     
Berelain 
Uzdrowiciel



KSIĘŻYCE: 18
CIECZKA: Czas Potężnej Burzy; Czas Śnieżnych Zamieci
CIĄŻA: Nje
RODZINA: Scáthach {mama} | Mikael {tata} | Nezeav, Kakashi, Nemo, Rägnar {rodzeństwo}
SYMPATIA: Nikt
ZNAKI SZCZEGÓLNE: ~ Brązowa sierść i karminowe oczy.
MOC MAGICZNA: RÓD ASÓW ~ Jest w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc może narzucić mu swą wolę. UZDROWICIEL ~ Jednego dnia może przywrócić danemu wilkowi 15% HP.
RÓD: Asów

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 2
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 30 Mar 2015
Posty: 62
Wysłany: 2015-04-17, 23:51   
   Multikonta: Kemithra, Kavlish, Thalv'ar
   Serca: 0 serc


Doskonale wiedziałam, że Kakashi nie zamierzał mnie usłuchać. Zawsze był taki, czy kiedykolwiek jeszcze się zmieni? Nie rozumiał tego, że martwiłam się o niego. Westchnęłam, a na jego słowa tylko skinęłam głową. I po co ja się tym przejmuję? Niech radzi sobie sam, skoro jest taki 'odpowiedzialny i dorosły'! Ogarnęła mnie złość, którą jeszcze bardziej podnieciły słowa Rhysa. Przeniosłam na niego swój wzrok pełen gniewu i pogardy.
- A ty lepiej pilnuj swojego nosa, nędzny szmaciarzu. To, że o ciebie nie troszczą się rodzice, to twój problem, nie mój. Zresztą, nie dziwię się im. Kto by chciał coś takiego za dziecko?
Warknęłam w jego kierunku, po czym bez zastanowienia poczyniłam parę kroków w przód. Obejrzałam się na Kakashiego. Ech, niech zostanie, jak mu tak bardzo zależy na tej idiotycznej kłótni. Próbowałam, ale on jest nieznośnie wręcz niezależny. Oddaliłam się, wreszcie wybywając z tego miejsca.

/ zt
 
     
Nocny Omen 
Generał
take my hand



KSIĘŻYCE: 18 księżycy
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Cień Wiatru [*] (ojciec) & Silmarila [*](matka), Tancerz Ostrzy & Siewca Wiatru (bracia), Czarna Perła & Valhile (siostry)
SYMPATIA: O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski, niepokonany nigdy i zawsze zwycięski{Saiarlie}
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Oczy wyjęte z otchłani piekielnych bram.
MOC MAGICZNA: Głowa Rodu może zapłodnić samicę we śnie, nie budząc jej (jeśli jakaś wyraźnie napisała, że zasnęła w którymś temacie na forum).
RÓD: Lubieżności

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 116
Wysłany: 2015-04-19, 16:21   
   Multikonta: Solitario
   Pozwolenia: Niepoprawny Kusiciel
   Serca: 0 serc


Swój swojego zawsze znajdzie. Gdy tylko usłyszał iż to małe chucherko które tak bardzo chciało robić za wielkiego bohatera miało na imię Kakashi, to o mało Nocny Omen nie uronił łzy. To smutne że północni obdarzają swoje dzieci tak przykrym mianem, przecież imię to coś czym się reprezentuje każdy wilk, prawda? I co było dalej? Ależ się nam tutaj czarny basior rozgadał, życie samotnika musiało być jednak nudne. -Gdybym miał tak tchórzliwego brata jak Ty, poderżnąłbym mu gardło. - powiedział bez namysłu, aby z zapałem łapać go za słówka. Głupiutki wilczek, przecież on nie potrafił własnego brata do pionu postawić, to gdzie by znalazł odwagę aby poderżnąć gardło córki tej nędznej alfy, niedoczekanie.
-Piekielnie potężne słowa, prawie jak skała której nie można ruszyć...Ciekawe ile w tym prawdy. - odpowiedział na słowa Berelain, robiło się coraz śmieszniej, kimże była owa persona że wypowiadała takie kłamstwa. Te szlachetne serduszka nie dadzą nawet paszczy otworzyć, a tym bardziej cokolwiek zrobić mu albo Rhysowi. Nocny Omen w tym momencie pragnął spotkać jakiegoś podziemnego, chciał skalkulować czymże oni różnią się od północnych, mądrością to zapewne nie grzeszą ale można sprawdzić. Dopiero teraz Omen zdał sobie sprawę że zostali sami, nie było to dziwne aczkolwiek zrobiło mu się mentalnie niedobrze że pozwolił opuścić im to miejsce z taką łatwością.
-Jedzenie mi uciekło, o ja nieszczęśliwy. - kpił szukając łapą skarbów w ziemi, tym samym zabijał wszelaką roślinność która tam rosła, a to morderca - to się nazywa: pierwsze kroki do piekła, ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka. Wydał z siebie ciężkie westchnienie, jakby za zmęczenia jednakże otrzymał nie małe znieczulenie poznając dziś tak żałosne persony. Prawdopodobieństwo że Nocny Omen zrobiłby coś Duszkowi było nikłe. Nie miał zamiaru angażować się w cokolwiek. Głupi przecież nie był, logicznie rzecz biorąc nie miałby szans gdyż przeciwko niemu było kilku, a on niezniszczalny nie był. Po za tym nie lubił ofiar które się nie broniły, po prostu nie czuł się wtedy całkowicie uzupełniony swoją piękną zawiścią.
-Wybacz mi, ale nie skorzystam z tak bardzo kuszącej propozycji. Jestem zbyt skromny. - czy to miało jakiś ukryty sens? Bardzo prawdopodobne że zaraz któryś z nich nie wytrzyma, i pierwszy przeleje krew, tak ot dla zabawy bo wtedy jest najciekawiej.
_________________

Rodzina ma należy do łowców prawdy, cierpienie w twym sercu,
dokucza twej krwi {nie zliczysz jej} Jestem tym niezwyciężonym,
zburzę mur. Poczuj swój wybór, wywalcz swoją drogę
przez pojedynczą cząsteczkę i trudne szlaki {Szczenię > Młodzieniec>Zwykły Wilk>Wartownik>Generał}
Kocham cię. Proś o więcej jeśli chcesz... Co płonąć ma?
Wskaż tylko mi... Wybierz mądrze... Już się tli{Saiarlie}

Należysz do łowców prawdy.
Cierpienie w twym sercu dokucza twej krwi.
Wolność woła do zebrania królów, ale ty
zachowaszżywą na zawsze

NIGDY NIE PODĄŻAJ
żyj by prowadzić

 
     
Enceladus 
Namiestnik
your time is up



KSIĘŻYCE: 20
CIECZKA: nie dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Silmarila & Cień Wiatru {rodzice}; Lurii, Lavena {ciotki} Brylüen, Czarna Perła, Valhile {siostry} Siewca Wiatru, Nocny Omen {bracia} Vänsierra {bachor}
SYMPATIA: let me devour you slowly, whispering gently in your ear ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: masochizm/sadyzm, czarna opaska na oczach
MOC MAGICZNA: Zjadanie mięsa wilczego daje mu więcej energii, niż konsumowanie innych zwierząt (kanibalizm). | Opis Wyostrzonego Słuchu w podpisie w linku. | RÓD POŻOGI: każde ugryzienie i zasmakowanie krwi regeneruje u wilka 4 pkt. HP. | RANGA: Gdy wejdzie do lochów innej armii, nie można go zamknąć w klatce.
RÓD: Pożogi

SIŁA: 7
ZRĘCZNOŚĆ: 5
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 223
Wysłany: 2015-04-25, 19:33   
   Multikonta: Saiarlie, Nithhorg
   Pozwolenia: Kanibalizm, Wyostrzony Słuch
   Serca: 2 serca


Po dziwnej rozmowie w piwnicy zdecydowałem, że muszę się wyżyć. Znowu. Krążyłem więc po okolicy dość niespokojnie, znów skupiając wszystkie komórki mojego ciała na słuchu. Usłyszałem jednak zbyt wiele, pogoda wcale mi nie sprzyjała w próbie odseparowania szumów wiatru, drzew i wody od kroków potencjalnej zwierzyny. Czyżbym znów musiał skorzystać z nosa..?
Co prawda tropu nie znalazłem, ale pod łapami wyczułem piórka. Pochyliłem się nad nimi i powęszyłem. Chyba były świeże, łatwiej byłoby mi to stwierdzić przy pomocy oczu, ale nie były też zbyt przemoczone. Raczej nadal puchate. Więc jednak świeże. Potrząsnąłem głową i zacząłem iść za tropem, jaki dały mi te piórka. Dzięki temu miałem na czym bazować.
Zacząłem się wspinać na górkę, która znajdowała się przede mną. Gdy byłem tuż przy samym szczycie, przycupnąłem, próbując tylko lekko się wychylić. Coś tam się pasło, a przynajmniej próbowało. Postawiłem uszy na sztorc, próbując przy pomocy słuchu ustalić jak daleko ode mnie znajduje się ofiara.
Nie była daleko, ale się zdecydowanie oddalała. Gdy jej nie mogłem już usłyszeć tak dobrze jak chwilę temu, powolutku wspiąłem się na sam szczyt, od razu kryjąc się za pojedynczym krzaczkiem. Chwilowo wyłączyłem umysł i słuch na ptaka, aby ustalić co znajduje się po drodze, co może służyć za przeszkodę, a co za ewentualną pomoc.
Skrzypienie kory, stukot w nią.. jakiś pieniek, chyba niezbyt duży. Dalej.. szum wiatru poruszał kolejnymi krzewami, więc mogłem się nieco bardziej zbliżyć. Generalnie wszystko zdawało się działać na moją korzyść i… zaraz.
Ptak chyba zaczął coś podejrzewać, bo zatrzymał się i przestał paść. Przez swoją głupotę i nieuwagę poruszyłem się, a krzaki robiące za moją kryjówkę zaszeleściły. Zagryzłem dolną wargę i.. zwierzę zaczęło uciekać, a najpewniej było szybsze ode mnie. Piekielne ptaszyska.
Mimo to, ruszyłem za nim biegiem, starając się robić wielkie susy niczym puma. Udało mi się dogonić ptaka. Ostatnim wybiciem się z ziemi doskoczyłem do niego, łapami przyciskając go do podłoża. Ostrymi zębiskami namierzyłem jego szyję, zaciskając szczęki na niej z całej siły. Po paru minutach szarpaniny udało mi się mocnym ruchem skręcić kark bażantowi, tym samym odbierając mu życie. Ofiara była, o dziwo, tym razem mniejsza niż ja, więc i szanse miałem większe. Ba, nie było mowy o porażce.
_________________

i n f o r m a c j e

    ..................... ♣ Dziedzic rodu lubieżności, potomek Cienia Wiatru i Silmarilii
    .....................INFORMACJE FABULARNE, CZYTAJ, JEŚLI ZE MNĄ FABULISZ
    ..................... ♣ Przejawia zapędy kanibalistyczne, sadystyczne i masochistyczne.
    ..................... ♣ Na lewej tylnej łapie nie posiada sierści, zwyczajnie jest łysa, ciemna.
    ..................... ♣ Kurtuazyjny, choć wciąż skurwysyn - połączenie sprzeczności.
    .....................Więzy rodzinne

It is not enough that I should succeed - others should fail

DEAL WITH IT


 
     
Lúthien 
Zastępca
Terranei
Tinúviel



KSIĘŻYCE: huh
CIECZKA: Czas Upalnych Nocy; Czas Długich Nocy
CIĄŻA: nope
EKWIPUNEK: NASZYJNIK NASTROJU - lekko świecący w ciemnościach, zmienia swoją barwę w zależności od obecnego nastroju wilczycy. Przy dotknięciu odbiera 5 HP.; TRUJĄCA JAGODA - dodana do jakiegokolwiek wywaru czy też maści powoduje silne zawroty głowy oraz biegunkę, trwającą przez okres 6 postów.
MOC MAGICZNA: ARMIA PODZIEMI: Odporna na magię, sama nie może jej używać. RANGA: Brak.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 6
Punkty Życia: 105/105 HP

Dołączyła: 09 Kwi 2015
Posty: 645
Wysłany: 2015-04-25, 19:36   
   Multikonta: Ragnär, Vänsierra
   Serca: yikes


Bażant próbował uciec, i był blisko sukcesu, gdy poczuł przeszywający ból. Trwało to kilka sekund, bowiem w końcu zapadła ciemność. Nie miał szans na przeżycie. Wilk był szybszy.

Polowanie zakończone powodzeniem!
+1 serce.
+1 Punkt Siły.
 
     
Enceladus 
Namiestnik
your time is up



KSIĘŻYCE: 20
CIECZKA: nie dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Silmarila & Cień Wiatru {rodzice}; Lurii, Lavena {ciotki} Brylüen, Czarna Perła, Valhile {siostry} Siewca Wiatru, Nocny Omen {bracia} Vänsierra {bachor}
SYMPATIA: let me devour you slowly, whispering gently in your ear ~ ...
ZNAKI SZCZEGÓLNE: masochizm/sadyzm, czarna opaska na oczach
MOC MAGICZNA: Zjadanie mięsa wilczego daje mu więcej energii, niż konsumowanie innych zwierząt (kanibalizm). | Opis Wyostrzonego Słuchu w podpisie w linku. | RÓD POŻOGI: każde ugryzienie i zasmakowanie krwi regeneruje u wilka 4 pkt. HP. | RANGA: Gdy wejdzie do lochów innej armii, nie można go zamknąć w klatce.
RÓD: Pożogi

SIŁA: 7
ZRĘCZNOŚĆ: 5
PERCEPCJA: 9
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 223
Wysłany: 2015-04-25, 19:41   
   Multikonta: Saiarlie, Nithhorg
   Pozwolenia: Kanibalizm, Wyostrzony Słuch
   Serca: 2 serca


Zabrałem zwierzakowi serce i właściwie wziąłem go ze sobą, nie wiedzieć czemu.. /zt
_________________

i n f o r m a c j e

    ..................... ♣ Dziedzic rodu lubieżności, potomek Cienia Wiatru i Silmarilii
    .....................INFORMACJE FABULARNE, CZYTAJ, JEŚLI ZE MNĄ FABULISZ
    ..................... ♣ Przejawia zapędy kanibalistyczne, sadystyczne i masochistyczne.
    ..................... ♣ Na lewej tylnej łapie nie posiada sierści, zwyczajnie jest łysa, ciemna.
    ..................... ♣ Kurtuazyjny, choć wciąż skurwysyn - połączenie sprzeczności.
    .....................Więzy rodzinne

It is not enough that I should succeed - others should fail

DEAL WITH IT


 
     
Whiltierna 
Zwykły Wilk
Wilcza pani



KSIĘŻYCE: 19
CIECZKA: Czas Kwitnących Drzew, Czas Surowych Deszczy.
CIĄŻA: Nie.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100/100HP

Dołączyła: 01 Maj 2015
Posty: 31
Wysłany: 2015-05-10, 19:18   
   Multikonta: Mithrandir
   Serca: 0 serc.


Wędrowała po okolicach, aż w końcu doszła tu - żałowała, że wcześniej tu nie trafiła. Kwitły tutaj róże różnorakich kolorów. Miód malina! Zaciągała się co rusz pięknym zapachem unoszącym się w powietrzu. Miła odmiana dla oczu jak i nosa, zazwyczaj przebywała w ciemnych lasach, które ani troche nie pachniały jak kwiaty znajdujące się tutaj. Stąpała tak by nie uszkodzić żadnego kwiecia, po czym usadowiła się wygodnie na trawie w pozycji Sphinxa i położyła łeb na przednich łapach. Przymknęła lekko oczy, nie mniej jednak jej radary wsłuchiwały się w każdy najmniejszy szmer. Na wszelki wypadek!
 
     
Szafran 
Samotnik
you know nothing



KSIĘŻYCE: 18
CIECZKA: Czas Upalnych Nocy, Czas Długiej Nocy
CIĄŻA: -
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Fioletowe ślepia, białe futro.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 4
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 08 Maj 2015
Posty: 9
Wysłany: 2015-05-11, 14:58   
   Serca: brak


Całe szczęście, że robiło się coraz zimniej. Grube futro było utrapieniem podczas upalnych dni więc z ulgą przyjęła nastanie chłodów. Ewidentnie tutejszy klimat nie był dla niej odpowiedni i zapewne minie jeszcze dużo czasu zanim zupełnie do niego przywyknie. Mimo to nie chciała wracać na Północ. Artei nauczył ją z ostrożnością podchodzić do wspomnień o miejscu z którego pochodzili. Poza tym nie miała tam do czego wracać. Nie powinna oglądać się za siebie.
Szła na przód odkrywając nowe tereny na których poznawała różne istoty, ale w żadnym z odwiedzonych miejsc nie mogła zagrzać miejsca. Odkąd rozstała się z Arteiem była w ciągłym biegu jakby wieczne zmienianie otoczenia przynosiło ukojenie w bólu straty.
Na Różane Wzgórze też trafiła przypadkiem, szukając miejsca w którym mogła by zatrzymać się na noc. Zwabił ją przepiękny, silny zapach kwiatów, które powinny maskować jej wilczą woń. Niemal bezszelestnie wsunęła się między kolczaste krzewy, coraz dalej i dalej. Różnobarwne kwiaty ocierały się o białe futro wilczycy przesycając je swoim zapachem.
Nie spodziewała się, ze ktoś tu będzie. Dlatego gdy pomiędzy różami dostrzegła nieruchomą sylwetkę, przystanęła i nastawiła uszy. Przez chwilę tylko wiatr szeleścił gałęziami, ale w końcu łagodny głos Szafrana przerwał ciszę.
- Nie wiedziałam, że ktoś tu będzie. Mam nadzieję, że nie wpakowałam się przez przypadek na czyjś teren?
Nie miała zamiaru ukrywać swojej obecności tym bardziej, że zapewne została już zauważona. Przecież nie starała się być cicho. Wolała tez jasno pokazywać swoje stanowisko niż szczerzyć kły bezpodstawnie.
Nie zbliżyła się. Stała w sporej odległości od leżącej wilczycy czekając na jej reakcję.
 
     
Whiltierna 
Zwykły Wilk
Wilcza pani



KSIĘŻYCE: 19
CIECZKA: Czas Kwitnących Drzew, Czas Surowych Deszczy.
CIĄŻA: Nie.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 100/100HP

Dołączyła: 01 Maj 2015
Posty: 31
Wysłany: 2015-05-11, 15:30   
   Multikonta: Mithrandir
   Serca: 0 serc.


Niczego się nie spodziewając leżała nieruchomo pogrążając się w jakże smaczny sen. Jednakowoż szybko został przerwany. Do uszu wilczycy dotarły drobne szelesty, a zaraz potem żeński głos. Otworzyła ślepia i podniosła głowę by zobaczyć kto przyszedł w miejsce jej spoczynku. Gdyby to, że nie pachnie wrogo, na pewno by już się stąd zwinęła. Wstała na równe nogi i zrobiła kilka kroków w kierunku wadery. - Witaj. Spokojnie, to niczyje terytorium. Twoje mienie? - Przełamała pierwsze lody, co rzecz biorąc do niej nie pasowało. Przeciągnęła się, przy okazji ziewając. A chwile potem na jej licach wymalował się szczery uśmiech.
 
     
Szafran 
Samotnik
you know nothing



KSIĘŻYCE: 18
CIECZKA: Czas Upalnych Nocy, Czas Długiej Nocy
CIĄŻA: -
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Fioletowe ślepia, białe futro.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 4
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 08 Maj 2015
Posty: 9
Wysłany: 2015-05-11, 15:43   
   Serca: brak


Zastrzygła uszami wyłapując nieznajomy, ale pozbawiony wrogości głos. Z resztą cała postawa obcej wyrażała rozluźnienie, którego zabrakło Szafranowi. Zaraz jednak się zreflektowała. Przywołała na pysk łagodny uśmiech i kiwnęła głową. Nie miała zamiaru robić sobie wrogów czy zniechęcać do siebie.
- Kamień z serca. Jak się nie ma własnego miejsca na ziemi to czasem łatwo wpaść w kłopoty przez zwykłą nieuwagę. - Puchaty biały ogon samicy zakołysał się nieśmiało. - Mam na imię Szafran i jak już pewnie wywnioskowałaś, nie jestem tutejsza.
Przyjrzała się wilczycy na chwilę zatrzymując spojrzenie na jej jasnych, niebieskich oczach. Były jak okruchy lodu, ale sama samica nie wyglądała groźniej niż powinien każdy wilk. Jednak w myślach Szafran pojawiło się wyobrażenie odsłoniętych kłów i błyskających nienawiścią oczu. Raczej nie chciałaby ujrzeć gniewu swojej nieoczekiwanej rozmówczyni.
- Jeśli moje towarzystwo ci nie przeszkadza, chciałabym się tu zatrzymać. - Przebiegła wzrokiem po pyszniących się kolorami różach i odetchnęła słodką wonią. - To piękne miejsce, takie spokojne...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





Administratorzy - Phrias & Silmarila


Bannery

www.wolv.aaf.pl Król Lew Wild Land AAF AXIS MUNDI Spirit Animals World BlackButler Image and video hosting by TinyPic Beznazwy.png Xavier's School Keneari Aqud Image and video hosting by TinyPic

Strona wygenerowana w 26,95 sekund. Zapytań do SQL: 12