Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Vysselis Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Phrias
2015-03-25, 01:07
Różane Wzgórze
Autor Wiadomość
Raiton 
Aestus



KSIĘŻYCE: 13 księżyców
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: Nie Dotyczy
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Łata w kształcie błyskawicy na prawym poliku
MOC MAGICZNA: Raz na tydzień może zmrozić przeciwnika. Wilk taki traci czucie w łapach i choć jego świadomość zostaje nienaruszona nie potrafi się poruszać przez okres 3 kolejnych postów. [1/1/7]
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 9
ZRĘCZNOŚĆ: 8
PERCEPCJA: 6
Punkty Życia: 96/110

Dołączył: 04 Kwi 2015
Posty: 117
Wysłany: 2015-04-09, 20:47   
   Multikonta: Kansanielle
   Serca: 5


Widząc że mała przytaknęła i jak na swój wiek, zaskakująco dobrze to zrozumiał, podreptał więc z kierunku, z którego przyszedł, co jakiś czas odwracając się aby upewnić się że mała idzie za nim. Cały czas merdał ogonkiem i sprawiał wrażenie że był ogólnopojęcie zadowolony...

[zt do: Tu. ]
 
     
Arwena 
Szczenię



KSIĘŻYCE: 3 księżyce
CIECZKA: Czas Pierwszego Słońca,Czas Złocistych Liści
CIĄŻA: nope
RODZINA: Tenebra {przybrana mama}
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 1
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 5
Punkty Życia: 100

Dołączyła: 09 Kwi 2015
Posty: 44
Wysłany: 2015-04-09, 20:57   
   Multikonta: Renfri
   Serca: zero


Cichutko i bez słowa sprzeciwu wybyła za nim.

z/t
 
     
Duchesse 
Samotnik



KSIĘŻYCE: 16.
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Naranlea [matka]; Tighernan [ojciec]; Viserys, Nilvaren [bracia]; Leilani, Liivrah [siostry].
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2.
ZRĘCZNOŚĆ: 3.
PERCEPCJA: 3.
Punkty Życia: 100.

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 36
Wysłany: 2015-04-12, 14:21   
   Multikonta: Duszka.
   Serca: brak.


Co miał ze sobą zrobić? Szedł wciąż przed siebie, a żaden pomysł nie przychodził mu do głowy. Nie powinien był wtedy odchodzić od bezpiecznej groty. W końcu to, że Lhiapia i Rhys poszli... czy to jest powód? Mógł choć trochę poczekać, nie zapowiadało się na to, by mieli już nie wrócić. A w każdym razie nie jego opiekunka, bo brat... Och, gdzie polazł, co się z nim dzieje? Powinni pójść razem, Duchesse nie byłby wtedy taki niepewny. Samotność jest okropna. Co miał zrobić? Nawet nie mógł skonsultować się z kimś innym, wysłuchać rady, poleceń. Był zdany na siebie. Wcale nie chciał być zdany na siebie! On chce do domu!
Usiadł wśród róż. Chciało mu się płakać. No dobrze, nie ukrywajmy - rozpłakał się. Był zmęczony, głodny, samotny i przestraszony. Próbował pocieszyć się w myślach, że doskonale wie jak wrócić i zrobi to, gdy tylko przyjdzie mu na to ochota. Ale bał się to sprawdzić, bo pozbawiłby się jednocześnie złudzeń.
_________________
{{http://oi62.tinypic.com/jpxy5h.jpg}}
 
     
Kakashi 
Generał
Unblemished Angel



KSIĘŻYCE: Siedemnaście mgnień wiosny
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: no co wy? serio?
RODZINA: Scáthach i Mikael {rodziciele}; Nemo
ZNAKI SZCZEGÓLNE: nieskazitelna biel futra, błękitne ślepia
MOC MAGICZNA: Zwykli członkowie Asów są w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc mogą narzucić mu swą wolę
RÓD: Asów

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 14 Mar 2015
Posty: 120
Wysłany: 2015-04-12, 14:53   
   Multikonta: Chikara, Lurii
   Pozwolenia: Wilcze omamy
   Serca: nul


Kakashi szedł sobie polną drogą, opromieniony blaskiem słońca. Gdzieś po drodze dorwał jakaś gałązkę młodą co ledwo co opadła z drzewa nieduża w sam raz na jego rozmiar. Chwilę ją tarmosił w zębach, rzucając głową na prawo i lewo, po czym zaczął taszczyć ze sobą.
Po jakimś czasie dotarł na wzgórze usłane czerwonymi kwiatami które lekko chybotały się na delikatnym wietrze. Te kwiaty go intrygowały, podbiegł do każdego z nich i zaczął je trącać łapką. Jednak gdy paskudna róża go ukuła, pisnął i odskoczył na bok. Następnie zjeżył się cały na grzbiecie, upadł na brzuch i zaczął warczeć i pomrukiwać wyzywająco na każdy z kwiatek osobna okazując jaki to niby jest dzielny. Kwiaty jednak milczały i dalej w ciszy chybotały się na wietrze, niewzruszone, jak gdyby nigdy nic. Najwyraźniej nie były zainteresowane szczeniakiem toteż szybko i młodemu się znudziło gdy do jego uszu dotarł jakiś nowy dźwięk. Postawił małe trójkątne radary do góry i nasłuchiwał. Zaczął iść, a raczej się skradać w stronę z którego dochodził ów dźwięk. Zobaczył obcego szczeniaka w swoim wieku który siedział otoczony tymi cudacznymi kwiatami i robił łzy.
Kakashi z natury odważny podszedł od razu do niego i pacnął go łapką w bok .
- Dlaczego płaczesz? - zapytał przechylając ciekawsko głowę na bok - Co się stało? - zaczął go obwąchiwać i zatoczył kilka kręgów dookoła niego.

/ idę teraz na basen więc później odpiszę/
 
     
Duchesse 
Samotnik



KSIĘŻYCE: 16.
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Naranlea [matka]; Tighernan [ojciec]; Viserys, Nilvaren [bracia]; Leilani, Liivrah [siostry].
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2.
ZRĘCZNOŚĆ: 3.
PERCEPCJA: 3.
Punkty Życia: 100.

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 36
Wysłany: 2015-04-12, 15:17   
   Multikonta: Duszka.
   Serca: brak.


Wzdrygnął się, gdy został dotknięty łapą obcego. Był tak zajęty swoimi myślami, że zupełnie nie zwrócił uwagi na fakt, że nie jest już sam. A kiedy tylko poczuł na sobie dotyk, od razu przypomniał sobie słowa Lhiapii - o tym, że coś mogłoby mu się stać, gdyby odszedł dalej niż go wilczyca prosiła. "Jest dużo rzeczy, które mogłoby was tam skrzywdzić." Czy to właśnie jedna z tych rzeczy...?
Odwrócił się. Spodziewał się ujrzeć strasznego potwora, a jego oczom ukazał się zwyczajny szczeniak, wielkością przypominającego jego samego. Zaraz po tym biały się odezwał i o dziwo... wydawał się być całkiem miły. Czy rzeczywiście to czekało na Duchesse w tym ogromnym świecie? Czy może stać mu się krzywda od rozmowy z kimś, kto na dobrą sprawę mógłby być jego bratem?
Brązowy wpatrywał się w nieznajomego z zaskoczeniem, milcząc. Z sekundy na sekundę utwierdzało się w brązowym stwierdzenie, że nic nagle zza tamtego samca nie wyskoczy i ogółem nie stanie się nic niedobrego.
- Ja... - zająknął się, wlepiając wzrok (o jakże bezmyślnym wyrazie) w towarzysza. - Ja chyba... chyba się zgubiłem.
Czy on właśnie to powiedział...? Przecież...
P-przecież... ja wiem jak wrócić do d-domu... prawda? - pomyślał, ale jego pewność spadała coraz niżej.
_________________
{{http://oi62.tinypic.com/jpxy5h.jpg}}
 
     
Nocny Omen 
Generał
take my hand



KSIĘŻYCE: 18 księżycy
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Cień Wiatru [*] (ojciec) & Silmarila [*](matka), Tancerz Ostrzy & Siewca Wiatru (bracia), Czarna Perła & Valhile (siostry)
SYMPATIA: O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski, niepokonany nigdy i zawsze zwycięski{Saiarlie}
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Oczy wyjęte z otchłani piekielnych bram.
MOC MAGICZNA: Głowa Rodu może zapłodnić samicę we śnie, nie budząc jej (jeśli jakaś wyraźnie napisała, że zasnęła w którymś temacie na forum).
RÓD: Lubieżności

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 116
Wysłany: 2015-04-12, 15:38   
   Multikonta: Solitario
   Pozwolenia: Niepoprawny Kusiciel
   Serca: 0 serc


Przywiodło go tu...No właśnie, co? Może zwykła ciekawość, która w jego przypadku była niemal doskonałą rzeczą. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a piekło byłoby miejscem idealnym. Bure szczenię szło przed siebie, takie chodzenie było stratą czasu gdyż mogło się zdarzyć że nie natrafi na nic ciekawego. Wydawało się że jego czarne jak otchłań oczy są wszędzie, dookoła jego jeszcze małej głowy, która nosiła w sobie nieprzyjazny mętlik. Postawa mówiła: "hej to ja, Nocny Omen! Pożeram was wzrokiem na śniadanie, i popijam krwią waszych wymordowanych matek." Czuł się dumny. Dumny tak bardzo, jak alfa jest dumny ze swojego stada gdy ich szpony dotkną życia największej zwierzyny.
Docierając na wzgórze, którego kwiaty muskały mu młodzieńcze ciało poczuł że na pewno jest już daleko od rodzinnego przesmyku. Wykonał więc dwa susy w przód, jak drapieżnik który szykuje się do uśmiercenia swojej ofiary. Chociaż, czekaj czekaj....Do jego wilczych radarów doszedł dźwięk, który przypominał rozpaczliwe wołanie o pomoc. Szczenię nie potrafiło tego dokładnie zrozumieć, aczkolwiek miał świadomość że mogłaby być to kolejna słaba jednostka, która powinna zostać unicestwiona. On nie lubił płaczu, bardzo nie lubił, nawet gdy czasami jednemu szczenięciu z jego rodzeństwa wymsknęło się takie coś - wtedy chciał warczeć, i drapać po mordzie póki wypłosz by się nie zamknął. Oczywiście sam był takim wypłoszem, jednakże świadomość wyższości nie pozwalała na takie rezygnujące myśli w jego głowie. Zaczaił się w gęstwinie czerwonych kwiatów, po czym pozwolił swojemu zmysłowi węchu aby go prowadził, póki nie dostrzeże persony która wydawała tak żenujące odgłosy. Gdy dostrzegł więc wilcze uszy, które z trudnością wtapiały się w otoczenie - wykonał potężny skok zamierzając powalić mazgaja. Pech niestety chciał, że siła grawitacji miała większe szanse niż szczeniackie pomysły. W efekcie tego prawdopodobnie udało mu się wylądować na grzbiecie Duchesse, a następnie sturlać się na białego szczeniaka którego wcześniej jakimś cudem nie dostrzegł.
_________________

Rodzina ma należy do łowców prawdy, cierpienie w twym sercu,
dokucza twej krwi {nie zliczysz jej} Jestem tym niezwyciężonym,
zburzę mur. Poczuj swój wybór, wywalcz swoją drogę
przez pojedynczą cząsteczkę i trudne szlaki {Szczenię > Młodzieniec>Zwykły Wilk>Wartownik>Generał}
Kocham cię. Proś o więcej jeśli chcesz... Co płonąć ma?
Wskaż tylko mi... Wybierz mądrze... Już się tli{Saiarlie}

Należysz do łowców prawdy.
Cierpienie w twym sercu dokucza twej krwi.
Wolność woła do zebrania królów, ale ty
zachowaszżywą na zawsze

NIGDY NIE PODĄŻAJ
żyj by prowadzić

 
     
Rhys 
Samotnik



KSIĘŻYCE: piętnaście.
CIECZKA: nie dotyczy.
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Lhiapia - przygarnięta mama, Duchesse - przygarnięty brat.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 4
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 35
Wysłany: 2015-04-13, 15:51   
   Serca: ani jednego, w piersi też nie znajdziesz!


Rhys w odróżnieniu od brata nie przeżywał aż tak odejścia Lhiapii. W końcu miała iść tylko coś upolować, prawda? On sam krążył sobie po malowniczych obrzeżach Vysselis węsząc i zwiedzając. W pewnym momencie poczuł nikły, jednak tak znany mu zapach, że nie mógł powstrzymać się od tego, aby za nim nie podążyć — Duchesse? — przeszło mu przez myśl, a na jego pysku pojawiło się zdziwienie. Nie sądził, aby ten szczeniak był gotowy na wyjście poza jaskinię, a z drugiej strony minęło trochę czasu od odejścia czarnego co znaczyło, że Lhiapia jeszcze nie wróciła bo jej woni tutaj nie czuł.
Usiadł sobie na wzgórzu, dużo dalej od tej zgrai obserwując ich. Biały szczeniak, płaczący brat — reakcja brata była tak oczywista, a jego lamet słyszalny już z dala. Uśmiechnął się, kręcąc z politowaniem łbem. Koniecznie musi go ustawić do pionu, aby publicznie takich cyrków nie odwalał bo aż wstyd.
Aż w końcu pojawił się kolejny szczeniak — Nocny Omen buszujący w różach. Obserwował jego poczynania — stał wyżej więc mógł, o. Dopóki nie znalazł się bliżej Duchesse'a, Rhys tak po prostu sobie siedział. Gdy przekroczył dopuszczalny dystans i skoczył ku grupce szczeniąt, czarny poderwał się z miejsca — Ej, ty! — krzyknął w jego kierunku, podbiegając do całego źródła zamieszania — Masz jakiś problem?! — oho, to teraz się zacznie. Nikt oprócz jego samego nie będzie bić Duszka, koniec kropka.
 
     
Kakashi 
Generał
Unblemished Angel



KSIĘŻYCE: Siedemnaście mgnień wiosny
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: no co wy? serio?
RODZINA: Scáthach i Mikael {rodziciele}; Nemo
ZNAKI SZCZEGÓLNE: nieskazitelna biel futra, błękitne ślepia
MOC MAGICZNA: Zwykli członkowie Asów są w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc mogą narzucić mu swą wolę
RÓD: Asów

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 14 Mar 2015
Posty: 120
Wysłany: 2015-04-13, 16:51   
   Multikonta: Chikara, Lurii
   Pozwolenia: Wilcze omamy
   Serca: nul


Kakashi zamrugał kilkanaście, kiedy mały brązowy basiorek się wzdrygnął na jego dotkniecie. Oboje byli w podobnym wieku, ale Kakashi nie miał problemów z komunikacją wobec obcych, przełamywania pierwszych lodów by się zaprzyjaźnić. Biały basiorek usiadł przed brązowym przyglądał mu się z ciekawością, machał ogonkiem przyjacielsko w stronę brązowego widząc jego nieufność i milczenie. Cierpliwie czekał na to co mu odpowie, raz co raz przechylając głowę to w lewo to w prawo.
- Zgubiłeś się? – pogłaskał go po głowie małą łapką i delikatnie otarł mu łzy z pyszczka. Starał się być jak najbardziej przyjacielski co by malec mu zaufał. – Uszy do góry. Poszukamy twojej mamusi na pewno gdzieś tu jest nie mogła odejść daleko. – przekonywał melodyjnym głosem malec.
Jak ci na imię bo ja jestem.. - nie dokończył zdania, gdy na polanę róż wpadł jakiś inny szczeniak. Pojawił się z zaskoczenia i wpadł brzuchem na plecy roniącego łzy szczeniaka. Kakashi osłupiał.
Wyglądał jakby chciał na niego skoczyć, ale Kakashi pokiwał głową myśląc od razu, że to zabawa. Na chwilę uskoczył do tyłu, ale będąc pewnym, że nic nie grozi od nowego przybysza, który również okazał się szczeniakiem, sam skoczył mu na plecy i teraz on leżał brzuchem na plecach Nocnego Omena. Wstał w końcu i zaśmiał się wesoło.
- Ale śmieszne, ale oboje pachniecie inaczej niż ja skąd jesteście? Jesteście braćmi? Znacie się? – zapytał zwracając się do obydwu ogon machinalnie chodził przyjacielsko w lewo i w prawo . Z tego wszystkiego zapomniał się przedstawić. Przywarł brzuchem do ziemi z wystawił łapy do przodu, unosząc jednocześnie zad do góry wysoko i machając ogonem, warczał i szczekał zawadiacko. Podskakiwał podnosząc to jedną to drugą łapę zwracając się do dwóch basiorków – Bawimy się, bawimy?
Kiedy przybiegł czarny szczeniak o czerwonych oczach Kakashi spoważniał i wstał.
- Ej to było do mnie? – mruknął do nowo przybyłego i cofnął się do tyłu, otworzył szerzej oczy i stawiając radary do góry. - Ja nic takiego nie zrobiłem, chciałem się tylko bawić. – rzekł niewinnie nie rozumiejąc całej tej zagmatwanej sytuacji. Od razu bez zbędnych ceregieli podszedł do Rhysa i go obwąchał.
O wow pachniesz tak samo jak on. – wskazał łapą na brązowego basiorka którego imienia nie znał.
On się zgubił i szuka mamy. Czy wy też się zgubiliście? – przenosił wzrok to na Rhysia to na Nocnego Omena, kompletnie już nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć, miał mętlik w głowie, ale ilość szczeniaków mu się podobała lubił towarzystwo i zawieranie nowych znajomości.
 
     
Duchesse 
Samotnik



KSIĘŻYCE: 16.
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Naranlea [matka]; Tighernan [ojciec]; Viserys, Nilvaren [bracia]; Leilani, Liivrah [siostry].
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2.
ZRĘCZNOŚĆ: 3.
PERCEPCJA: 3.
Punkty Życia: 100.

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 36
Wysłany: 2015-04-14, 16:57   
   Multikonta: Duszka.
   Serca: brak.


Nieznajomy naprawdę okazał się miły. Duchesse poczuł odrobinę wstydu, że tak się rozpłakał i w ogóle. Biały był zupełnie spokojny, a on... Może nie było wcale powodu do niepokoju?
Wszystko byłoby pewnie dobrze i podążałoby ku lepszemu, lecz wtedy ktoś na niego wpadł. A to wzmogło jego uciszone już nieco przerażenie. Gdy tylko nowo przybyły stoczył się zeń, brązowy odskoczył z piskiem nie tyle wywołanym bólem, a raczej zaskoczeniem i strachem. Teraz to już musiała być krwiożercza bestia, do tej pory działająca w ukryciu, zaś w chwili obecnej pragnąca śmierci i zniszczenia... Samczyk odruchowo zamknął oczy i skulił uszy, drżąc, gotowy na najgorsze. Otworzył ślepia dopiero słysząc słowa swego, zupełnie niczym nie przejętego, towarzysza. Faktycznie, ponownie błędny alarm. Wszystko było w porządku, różane wzgórze zostało nawiedzone przez kolejne szczenię, nic więcej. I mimo, że ciało Duchesse przestało się mimowolnie poruszać, to speszenie pozostało. Wraz z ogromną chęcią, aby się stąd zmyć. Ten szary... czarny, jakikolwiek, bez znaczenia, nie sprawiał dobrego wrażenia. Być może przez jego dziwne wkroczenie tutaj. Przypadek, a może atak?
Och, gdyby tylko mógł opuścić to miejsce. Teoretycznie miał szansę z kimś się zaprzyjaźnić (przecież nie chciałeś być sam, Duszku), a praktycznie... wcale już nie potrzebował (nie chciał!) przyjaciół. Chciał do domu! Do Lhiapii, do Rhysa... do domu, do domu, DO DOMU!!!
I stał tak, z podkulonym ogonem, opuszczonym łebkiem, bijąc się z myślami, z kolejnymi łzami napływającymi do oczu i błagając wszystko co się da, żeby to był tylko beznadziejnie denny i okropny sen. Nie uwierzył swoim uszom, gdy te wychwyciły głos jego brata. Skierował wzrok w stronę, z której ów dźwięk dochodził i teraz z kolei nie wierzył oczom. A jednak, tak wyglądała prawda. Czarny znalazł się tu tak nagle... To podniosło brązowego na duchu i pocieszyło, miał niemal ochotę rzucić się w jego kierunku i wyściskać go ze wszystkich sił (jak dobrze, że tego nie zrobił). Z tym, że nie było tego po nim widać, cały czas skołowany, w milczeniu czekał na rozwój wydarzeń, nie mogąc ogarnąć natłoku przeróżnych myśli atakujących jego głowę. Jedna zdawała się być prowadzącą. Ta niemówiąca, co on ma właściwie zrobić.
Chciałbym się obudzić.
_________________
{{http://oi62.tinypic.com/jpxy5h.jpg}}
 
     
Nocny Omen 
Generał
take my hand



KSIĘŻYCE: 18 księżycy
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Cień Wiatru [*] (ojciec) & Silmarila [*](matka), Tancerz Ostrzy & Siewca Wiatru (bracia), Czarna Perła & Valhile (siostry)
SYMPATIA: O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski, niepokonany nigdy i zawsze zwycięski{Saiarlie}
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Oczy wyjęte z otchłani piekielnych bram.
MOC MAGICZNA: Głowa Rodu może zapłodnić samicę we śnie, nie budząc jej (jeśli jakaś wyraźnie napisała, że zasnęła w którymś temacie na forum).
RÓD: Lubieżności

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 116
Wysłany: 2015-04-14, 18:58   
   Multikonta: Solitario
   Pozwolenia: Niepoprawny Kusiciel
   Serca: 0 serc


Czyż Nocny Omen był aż tak przerażającym tworem szatana, że od razu się pod nim zapadało? Akcja potoczyła się szybko, więc szczeniak nie miał czasu na żadne dodatkowe reakcje. Szczęśliwy stwierdził iż polowanie przebiegło bez żadnych skutków ubocznych dla atakującego, czyli dla niego. W sumie byłaby to racja, gdyby sam po chwili nie wleciał w kwiaty które dość mocno dręczyły mu nos. Jedyne co mu się w nich podobało, że miały przerażająco mocny odcień czerwieni co go jeszcze bardziej napędzało - jakby był maszyną, której potrzebna jest tylko oliwa do poprawnego funkcjonowania.
Teraz był wartką wodą, która chce pochłonąć jak najwięcej ofiar pod ciężkie fale. Żeby tylko udusić, i zapomnieć bez żadnego płaczu. Słysząc jak to szczeniak zaczął jeszcze bardziej chlipać pod jego ciężarem, stanął na równe łapy i lekko się nastroszył.
-Przestań się mazać robaku, bo przynosisz wstyd swoim pobratymcom. - jego głos był lekko zdenerwowany, nie lubił gdy on wykonywał atak a ten ktoś się nie bronił. Nawet z rodzeństwem wyglądało to inaczej, gdy jeden drugiego zaczepił to tamten odpłacał się np jeszcze silniejszym ciągnięciem za ucho - każdy szczeniak powinien być tego nauczony, i pozostawiony samemu sobie aby się wykazać. Wypłosze zaś nie miały szans, a nawet jeśli by przeżyły pierwsze dni to nie znalazłoby się dla takich miejsca w hierarchii.
-Ja, z nim? - prychnął świdrując lodowatym wzrokiem Kakashi, uraziło go to bardziej niż rozbawiło. Czy byli do siebie podobni? Nie, proste. Jednak nagle wybuchł wulkan który ledwo się narodził, do ich skromnej paczki dołączyło czarne zapchlone szczenię które zdaniem Omena wyglądało gorzej niż pies rasowy.
-A ty to kto? - odpowiedział pytaniem, w sumie nawet gdyby się dowiedział kim on jest dla tego małego robaka, to nawet by się nie przejął. Nikt nie będzie mu mówił co może a czego nie, tym bardziej że teraz uważał się za pana. -Pachniecie jak te wyrzutki, jednak wciąż lepiej od wygnańców. - skwitował postawę obojga samotników, była to szczenięca obelga ale wśród niektórych bardzo prawidłowa. Nocy Omen wyszedł poza okrąg który stworzyli, aby w razie czego mieć wolne pole do wszystkiego co miało teraz nastąpić. Szczeniacka kłótnia, tym bardziej walka nie byłaby groźna na tyle żeby któreś z nich zginęło, chyba.
-Niech mnie piekło pochłonie. - mruknął do siebie, wodząc czarnymi oczami po "towarzyszach".
_________________

Rodzina ma należy do łowców prawdy, cierpienie w twym sercu,
dokucza twej krwi {nie zliczysz jej} Jestem tym niezwyciężonym,
zburzę mur. Poczuj swój wybór, wywalcz swoją drogę
przez pojedynczą cząsteczkę i trudne szlaki {Szczenię > Młodzieniec>Zwykły Wilk>Wartownik>Generał}
Kocham cię. Proś o więcej jeśli chcesz... Co płonąć ma?
Wskaż tylko mi... Wybierz mądrze... Już się tli{Saiarlie}

Należysz do łowców prawdy.
Cierpienie w twym sercu dokucza twej krwi.
Wolność woła do zebrania królów, ale ty
zachowaszżywą na zawsze

NIGDY NIE PODĄŻAJ
żyj by prowadzić

 
     
Rhys 
Samotnik



KSIĘŻYCE: piętnaście.
CIECZKA: nie dotyczy.
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Lhiapia - przygarnięta mama, Duchesse - przygarnięty brat.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 4
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 35
Wysłany: 2015-04-14, 20:00   
   Serca: ani jednego, w piersi też nie znajdziesz!


Ja nie nie zrobiłem, to tylko zabawa — zawodzenie tego szczeniaka grało mu na nerwach. Wywrócił jedynie oczyma z dezaprobatą gdy Północne szczenie zaczęło się tłumaczyć wychodząc przed szereg nieproszony. Oczywiście, że nie chodziło o niego, phi! Nie zajmowałby sobie łba kimś tak nieszkodliwym. Nie wykazywał agresji wobec jego brata toteż nie musiał tego robić. Chciał się bawić? W porządku.
Nie dotykaj — fuknął zdenerwowany w stronę Kakashiego, skrzywił się po czym odepchnął go lekko łapą dając tym samym do zrozumienia, aby nie zbliżał się zanadto. Nikt bez jego pozwolenia nie będzie go dotykał swoimi parszywymi łapskami. Ani Lhiapia, ani żadne inne pasożyty, którymi byli dla niego wszyscy, rzecz jasna. No może oprócz Duchesse'a. On mógł bo... tak. Ale to już ustaliliśmy/
Oczywiście, że pachniał jak on. Jakże mogło by być inaczej, skoro byli braćmi? Kakashi pewnie tego nie wiedział, ale nawet jeżeli, to było logiczne, że spędzili ze sobą trochę czasu, w końcu nie wstawiłby się za jakimś obcym szczeniakiem, prawda? Ma na tyle oleju w głowie, aby wiedzieć, że nie powinien ściągać na siebie sam kłopotów bez powodu. Teraz takowy się znalazł.
Bierność jego brata była przerażająca. Czyżby jego aspiracją życiową było zostanie kozłem ofiarnym? Naprawdę? Do kogo on się wrodził? Trzeba mu wybić ze łba takie zachowania, bo nie poradzi sobie w życiu bez Lhiapii przy boku, a ta przecież już ich zostawiła.
Przerzucił spojrzenie swoich czerwonych ślepi na Nocnego Omena, niewątpliwie oczekując odpowiedzi na zadane mu pytanie. Czego chciał od Duchesse'a? Miał jakiś problem? W porządku, zaraz więc go rozwiążą. Nie doczekał się, w zamian za to sam dostał takowe. Uniósł nieznacznie łuk brwiowy. A co go to obchodziło? Oho, bo już ci powiem kim jestem. Prawidłowe pytanie brzmiało
Kim ty, do cholery, jesteś? — a na jego pysku pojawiło się rozbawienie. Za kogo on się uważał? Za Pana? Świetnie, może sobie podać łapę z Rhysem, bo i on czuł się wyższy od kogokolwiek. Chciał aby go pochłonęło piekło?

Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
 
     
Kakashi 
Generał
Unblemished Angel



KSIĘŻYCE: Siedemnaście mgnień wiosny
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: no co wy? serio?
RODZINA: Scáthach i Mikael {rodziciele}; Nemo
ZNAKI SZCZEGÓLNE: nieskazitelna biel futra, błękitne ślepia
MOC MAGICZNA: Zwykli członkowie Asów są w stanie stworzyć kłamstwo na tyle realistyczne, że rozmówca przyjmie je jako prawdę, a więc mogą narzucić mu swą wolę
RÓD: Asów

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 7
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 14 Mar 2015
Posty: 120
Wysłany: 2015-04-14, 21:01   
   Multikonta: Chikara, Lurii
   Pozwolenia: Wilcze omamy
   Serca: nul


Jeden wielki chaos zapanował na polanie róż. Nie otrzymawszy odpowiedzi Kakakshi stwierdził, że szczeniaki zapomniały języka w gębie, a może nie miały tak bogatego słownictwa, że wolały zachować milczenie i się z tym ukrywać. Pisk przeraził Kakashiego, że podskoczył do góry. W życiu nie spotkał tak lękliwego szczeniaka, żadne z jego braci czy sióstr nie okazywało takiego strachu. Pierwszy raz spotkał się z czymś takim. Czy tak się zachowuje wilk? Chwilę tak stał w osłupieniu nie wiedział co robić, częściowo i jemu lęk się udzielił. Gdy szary przemówił jakby wrócił do rzeczywistości. Oblizał wargi na obelgę szarego. Jego wygład wcale go nie przerażał, a jego butne zachowanie jedynie denerwowało Kakashiego. Zachowując milczenie, które biały uważał za godne podsumowanie tej sytuacji podszedł do Duchesse, który krył się z podkulonym ogonem, opuszczonym łebkiem i z kolejnymi łzami napływającymi do oczu . Położył mu łapę i pogłaskał po karku. Mrugał błękitnymi ślepiami na czarne ślepia Omena. Jego wzrok mimowolnie pytał szarego, co jest z twoimi oczami wydłubali ci za młodu?
- Zostaw go przecież nic ci nie zrobił. - warknął dumnie w stronie Omena. Nie bał się go, a co, bo niby kim był ten szary szczeniak że się tak się panoszył i twierdził co komu wolno co nie narzucając innym swoją wolę . Biały nachylił głowę i szepnął do ucha brązowemu. - Hej nie bój się jest tutaj twój brat i ja, nie pozwolimy ci skrzywdzić. Potem uniósł ponownie głowę do góry, wypiął szczeniacką pierś do przodu. Ślepia zaiskrzyły mu gniewnie zmrużył oczy i jego wargi mimochodem zaczęły drżeć ale jeszcze z jego gardła nie wydobył się warkot, ani też i nie pokazał zębów. Kakashi wiedział, że w tej sytuacji nie ma co liczyć na wspólną zabawę ani namawianie towarzystwa by zaprzestali swarów mijało się z celem. Żałował, że nie miał takich mocy by zagasić ten rosnący konflikt. Atmosfera gęstniała z każdą minutą i robił się napięta . Biały basiorek już zauważył, że pyszny szary szczeniak był bardzo nieuprzejmy i był zarzewiem konfliktu.
- Pewnie jesteś tym wilkiem przybyłym spod ziemi. - warknął do Omena uznając jego za zachowanie za wrogie i zgodne z tym co mówił Phrias na spotkaniu. Musiał mieć na niego baczenie więc jego oczy czujnie śledziły każdy jego krok. Czarny też nie wzbudził sympatii u Kakashiego, ale chociaż on nie chciał krzywdzić Duchesse’a. Czerwonooki również był również bardziej skory do bójki niż do zabawy. Kakashi przewrócił oczami, nie rozumiał co im przyjdzie z tych wzajemnych przepychanek słownych lepiej się bawić a nie walczyć. Chwilę myślał czy aby nie tupnąć łapą o ziemie i warknąć Macie natychmiast przestać, ale kalkulował w głowie, że pewnie by nie wiele to dało. Z drugiej strony chciał zobaczyć jak zakończy się ta swara, a nich ci dwaj załatwią to miedzy sobą. I po chwili cofnął się zasłaniając Duchesse’a.
 
     
Duchesse 
Samotnik



KSIĘŻYCE: 16.
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Naranlea [matka]; Tighernan [ojciec]; Viserys, Nilvaren [bracia]; Leilani, Liivrah [siostry].
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2.
ZRĘCZNOŚĆ: 3.
PERCEPCJA: 3.
Punkty Życia: 100.

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 36
Wysłany: 2015-04-15, 20:48   
   Multikonta: Duszka.
   Serca: brak.


Duchesse chciał iść, odejść z tego parszywego miejsca jak najdalej się dało. To było jego pragnieniem, tylko na tej jednej rzeczy potrafił się skupić, jednocześnie nie robiąc nic zgodnie z chęciami. A powinien o tym nie myśleć, tylko wyprostować się, zrobić coś, zareagować. Z jakiej racji miał być uważany (albo raczej miał być) za kogoś słabego, i to już teraz, gdy był ledwie szczenięciem? I to się będzie potem ciągnęło za nim i ciągnęło, prawda...? Nie mógł na to pozwolić, zwyczajnie nie mógł. To była szczenięca sprzeczka. Kto wie, może zaraz rozejdą się puszczając to wszystko w niepamięć? A on, tchórz jeden, lęka się, wciąż oszołomiony. Nie zdając sobie sprawy z tego, jak jego zachowanie jest niesłuszne.
Cofnął się o krok i wzrok wlepił w ziemię. Och, dlaczego Rhys doskonale wiedział co robić, kiedy on borykał się z własnymi myślami, nie potrafiąc odróżnić sensownych od tych całkowicie głupich? Których ma słuchać? Czy ma walczyć? Dlaczego miałby? Czekać tak w milczeniu do czasu, aż o nim zwyczajnie zapomną? Uciec? Pozwolić im się tak kłócić? Co tu się właściwie stało i do czego to wszystko zmierza? Jeszcze przed chwilą błąkał się po tym świecie, sam jak palec, a teraz... zdaje się, że spowodował wybuch ogólnego konfliktu, zupełnie nieumyślnie.
Bez słowa podszedł bliżej do brata, posyłając przedtem Kakashiemu coś w rodzaju spojrzenia pełnego wdzięczności. Nie rozumiał jak w tej sytuacji czarny może być tak spokojny. Bo był, czyż nie? W każdym razie takie sprawiał wrażenie, a nawet tego Duchesse nie umiał.
Chodźmy już, dobrze? - chciał poprosić, ale nie zrobił tego. Nie chciał stwarzać jakichkolwiek dźwięków. Chciał być niewidoczny, niesłyszalny, jakoby wcale go tu nie było. Zarówno wcześniej jak i teraz. Nigdy.
Szkoda, że tak nie potrafił.
_________________
{{http://oi62.tinypic.com/jpxy5h.jpg}}
 
     
Nocny Omen 
Generał
take my hand



KSIĘŻYCE: 18 księżycy
CIECZKA: Nie Dotyczy
CIĄŻA: nie dotyczy
RODZINA: Cień Wiatru [*] (ojciec) & Silmarila [*](matka), Tancerz Ostrzy & Siewca Wiatru (bracia), Czarna Perła & Valhile (siostry)
SYMPATIA: O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski, niepokonany nigdy i zawsze zwycięski{Saiarlie}
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Oczy wyjęte z otchłani piekielnych bram.
MOC MAGICZNA: Głowa Rodu może zapłodnić samicę we śnie, nie budząc jej (jeśli jakaś wyraźnie napisała, że zasnęła w którymś temacie na forum).
RÓD: Lubieżności

SIŁA: 4
ZRĘCZNOŚĆ: 3
PERCEPCJA: 2
Punkty Życia: 105

Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 116
Wysłany: 2015-04-16, 17:39   
   Multikonta: Solitario
   Pozwolenia: Niepoprawny Kusiciel
   Serca: 0 serc


Wszystko to było takie małe, głupie, niedojrzałe...Co było niemal irytujące, robaki które nie zostały oswojone z życiem, tłumaczyły mu jaki to jest okrutny i zły! Zostaw go przecież nic ci nie zrobił. pleplepleple, nie musiał nic robić, wystarczy że zachowywał się jak spłoszony lis który ucieka przed psami, i śrutem człowieka. Opuścił powieki uśmiechając się szeroko, prawie jak istota diabła. Gdy jednak Kakashi, mały biały cherlak pokazał swoje kiełki wielkości naparstka, Omen mocniej wbił łapy w ziemie i się po prostu roześmiał. Chociaż dobrze że nie napluł mu w pysk, bo byłoby nieprzyjemnie. Zignorował Rhysa przez chwilę, wydawał mu się inny, chociaż w gruncie rzeczy wciąż taki sam jak oni. Przejeżdżał wzrokiem po jego całej posturze, jakby kalkulował czy jest smacznym kąskiem. Natrafiając na jego czerwone oczy zdziwił się, nie zląkł ale zdziwił. Jego matka również miała specyficzny kolor oczu, ale tak mocna czerwień jak ciepłej smacznej krwi była dość przyjemna dla jego oblicza. Gdyby skomentował to tak jak myślał, czyli np"piękne oczy" mogłoby to zabrzmieć dość obrzydliwie, on lubił obrzydliwość ale nie w tym momencie, nie teraz jak był zajęty tą małą larwą której tak najchętniej przebił by kark.
-Wilkiem spod ziemi? Niedoczekanie, już wystarczająco splugawili NASZA krainę. Popijałbym krwią każde ich zhańbione słowo, a szczeniaki powybijał aby nie mogli spłodzić kolejnych oszczerstw. - otóż chciał to zrobić, zamierzał tak bardzo że na samą myśl o tym, w jego głowie wrzało. Erupcja, to było dobre określenie. -Wolałbym być pchłą na psim grzebiecie, niż ośmieszać własny gatunek. - stwierdził uśmiechając się do brązowego szczeniaka, kultury przecież nigdy za wiele.
-Ale ty... - wypowiedział pół szeptem w stronę Rhysa, robiąc parę kroków w jego stronę tak jakby próbował przekazać mu to poprzez myśli, aby te robaki go nie usłyszały jednak wiedział że to jest niemożliwe. -..Ty nie jesteś nimi. Biada tym którzy się sprzeciwią.
_________________

Rodzina ma należy do łowców prawdy, cierpienie w twym sercu,
dokucza twej krwi {nie zliczysz jej} Jestem tym niezwyciężonym,
zburzę mur. Poczuj swój wybór, wywalcz swoją drogę
przez pojedynczą cząsteczkę i trudne szlaki {Szczenię > Młodzieniec>Zwykły Wilk>Wartownik>Generał}
Kocham cię. Proś o więcej jeśli chcesz... Co płonąć ma?
Wskaż tylko mi... Wybierz mądrze... Już się tli{Saiarlie}

Należysz do łowców prawdy.
Cierpienie w twym sercu dokucza twej krwi.
Wolność woła do zebrania królów, ale ty
zachowaszżywą na zawsze

NIGDY NIE PODĄŻAJ
żyj by prowadzić

 
     
Rhys 
Samotnik



KSIĘŻYCE: piętnaście.
CIECZKA: nie dotyczy.
CIĄŻA: nie dotyczy.
RODZINA: Lhiapia - przygarnięta mama, Duchesse - przygarnięty brat.
RÓD: ŻADEN

SIŁA: 2
ZRĘCZNOŚĆ: 4
PERCEPCJA: 3
Punkty Życia: 105

Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 35
Wysłany: 2015-04-16, 20:39   
   Serca: ani jednego, w piersi też nie znajdziesz!


Usiadł.
Widząc zachowanie białego spuścił łeb, przymknął ślepia, a kąciki jego warg zaczęły nerwowo drgać. Był zażenowany i poirytowany tym, jaki cyrk biały szczeniak zaczął odstawiać. Pocieszając Duchesse'a, próbując dodać mu otuchy, świadomie — lub też nie — zrobił z niego jeszcze większą kalekę życiową niżeli był w rzeczywistości. Że też się tak dobrze dobrali. Jak to mówią, swój swego znajdzie.
Rhys — wdech, wydech. Wdech, wydech. Uspokój się, Kakashi nie jest twoim wrogiem, a na pewno nie w tym momencie. Najchętniej spełniłby życzenie brata, z drobnymi poprawkami — złapałby go w pysk i zabrał. Teraz. Jak najdalej stąd. Najlepiej do jakieś wieży, wtedy zamknąłby go tam aż jakaś kobieca wersja — lub też nie — rycerza w srebrnej zbroi nie uwolniłaby go. Niestety nie mógł tego zrobić. Jaka szkoda.

Za dużo wstydu jak na jeden dzień.

Kątem oka spojrzał na niebieskookiego,który postanowił wyjść zza tyłów Północnego. Progres jest, ale to i tak za mało. Co tak nieśmiało? Bliżej Duchesse, bliżej! Czarnooki cię przecież nie zje. Nie dopóki masz koło siebie taką eskortę! Nadal miał jednak problem z komunikacją, z jego pyska nie padło nawet jedno słowo odkąd Rhys pojawił się na Różanym Wzgórzu — Umiesz mówić? — spytał — Wczoraj jeszcze umiałeś — stwierdził. Choć może i trudno w to uwierzyć, to prawda! Wrócił wzrokiem do Nocnego Omena, który zaczął mu się przyglądać. Wstał, sam uważnie obserwując szarego. Wysłuchał jego słów, sam nic nie wiedząc o kolejnym ugrupowaniu zamieszkującym Vysselis. Wilki z podziemi? Brzmi jak "straszna" bajka opowiadana małym szczeniakom kiedy te chcą już opuścić rodzinne gniazdko w celu zwiedzania świata. Mimo to, czarny był zaintrygowany, w jego oczach pojawiło się zaciekawienie. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że od Południowego nie dowie się niczego.
Gdy ten wykonał w jego kierunku kilka kroków, Rhys nie drgnął nawet o milimetr. Dopiero po jego wypowiedzi zniżył łeb — Skończyłeś? — zadał pytanie, nie dając nawet szansy na odpowiedź — Świetnie — oblizał kły i ruszył powoli okrążając wilka — Ktoś taki jak... ty — nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile kosztowało go powstrzymanie rozbawionego uśmiechu, który chciał się wedrzeć na jego pysk — ma pewnie ciekawsze zajęcia. Śmiało, droga wolna. Nie będę przecież trzymał cię tu siłą — no dobra, końcówkę zepsuł — uśmiechnął się. To było silniejsze od niego!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





Administratorzy - Phrias & Silmarila


Bannery

www.wolv.aaf.pl Król Lew Wild Land AAF AXIS MUNDI Spirit Animals World BlackButler Image and video hosting by TinyPic Beznazwy.png Xavier's School Keneari Aqud Image and video hosting by TinyPic

Strona wygenerowana w 0,96 sekundy. Zapytań do SQL: 11